Kartka z kalendarza (24)

Trzydziesty pierwszy marca anno domini 2019.
W ojczyźnie brexitu bez zmian. Unia Europiejska w trosce o przyszłą lojalność swoich członków, usiłuje na przykładzie Zjednoczonego Królestwa przypomnieć starą prawdę, że z mafii nie można wyjść inaczej niż nogami do przodu. Wielka Brytania zdaje się mieć to mniej więcej tam, gdzie wszystko inne, dlatego dwa dni po terminie wyjścia i po kilkukrotnym głosowaniu nad kolejną ostateczną i nie podlegającą żadnym więcej zmianom wersji warunków wdanych przez Unię na jej opuszczenie, Wielka Brytania w dalszym ciągu nie zdecydowała czy Unię opuści z umową, bez umowy, czy może wcale, albo czy nie rozpisze sobie wyborów i referendum jeśli będzie miała taki kaprys. A że weekend jest, to się nie pracuje, i wróci się do obrad  jutro.
W ojczyźnie pierogów ruskich i fasolki po bretońsku strajki jakieś, konwencje, obietnice, zmiany na stanowiskach, jednakże główny sondaż bez zmian – połowa narodu daje na tacę w kościele, połowa w supermarkecie.
Na niwie rodzinnej natomiast krok milowy wart odnotowania. Co prawda zawsze myślałam, że będzie to moment zaplanowany, wcześniej omówiony i przygotowany, podniosły i może nawet fotę cyknę, a wyszło jak zwykle, ale zapisać trzeba.
Nałożywszy sobie bowiem dziś w godzinach przedpołuniowych na włosy farbę ciemny blond i nastawiwszy alarm na za godzinę, w celu tejże farby zdjęcia, weszłam ci ja do kuchni i otworzywszy lodówkę stwierdziłam, że nie ma mleka. Tego mleka, które dwie godziny temu osobiście ze sklepu przyniosłam, żeby na obiad naleśniki zrobić, bo takie zamówienie było. Resztka się tylko na dnie butelki ostała. Rozdarłam więc otwór gębowy swój wydając okrzyk ogólnie uznawany za nieelegancki i natentychmiast przywołałam do siebie potomstwo, które w popłochu stawiło się w progu kuchni. Po krótkiej, treściwej, acz nie nadającej się do cytowania wypowiedzi, wydalonej przeze mnie lekko wygórowanymi w skali decybelami, potomstwo moje poraz pierwszy samodzielnie udało się do sklepu osiedlowego po zakupy. Jedna szła zesikana z podekscytowania, druga zesrana ze strachu. Sądząc po czasie jaki trwała ich nieobecność, rekord świata na sto metrów mają w kieszeni. Mleko przyniosły. I z wrażenia zapłaciły ze swoich.