Jak się nie napić kawy z rana – szkolenie

Zacznij od tego, że cię przerasta pilnowanie, żeby zawsze na piątek mieć drobne w portfelu w wysokości kwoty kieszonkowego wypłacanego pociechom, i ciągle jest zgrzyt bo lecisz do bankomatu, albo wypłacasz z opóźnieniem, co obniża morale. Ponadto, czasem potomne chcą sobie coś kupić w necie, to znaczy ty musisz to kupić i zapłacić, a one przynoszą ci worek drobniaków, i noś to potem w tym portfelu. A jak przyjdzie następny piątek, to akurat wydasz i na kieszonkowe nie masz. I tak w kółko.
Bierzesz więc pewnego dnia potomne do banku i zakładasz im konta. Że małe są, to de facto zakładasz im subkonta do swojego konta. Musisz się zalogować do swojego banku na swoje konto i masz wtedy dostęp do ich kont. Nie można z nich płacić on line, nie ma do nich kart płatniczych, ale można na nie wpłacać i wypłacać przelewem dowolną kwotę w każdej chwili. I to załatwia sprawę. Kieszonkowe co piątek przed śniadaniem przelewasz im na konta. Jak chcą coś kupić to przelewasz sobie z ich konta na swoje tyle, ile rzecz kosztuje i nie nosisz tych drobniaków w portfelu. A już one dwie, żeby zawsze mieć w swoich portfelach drobne to akurat potrafią przypilnować, więc wszysko hula. Git.
Pewnego dnia pierworodna, lat dziewięć, przychodzi i daje ci trzy funty.
– Przelej sobie jeszcze dwa z mojego konta na swoje i proszę cię kup mi coś za pięć funtów – mówi.
Chowasz drobne do kieszeni, przelewasz jak prosiła i pytasz, co masz kupić. Okazuje się, że nic na e-bay czy Amazon, ale punkty w grze na Roblox. Najłatiwej ci więc wziąć do ręki jej telefon, gdzie jest zalogowana i zapłacić swoim Paypalem. System zadaje ci kilka podchwytliwych pytań i wysyła ci sms z kodem, trochę to wszystko trwa, klikasz, klikasz, a tu ci film w tv leci i nie chcesz stracić wątku, więc na koniec zostawiasz tego Paypala podpiętego do jej konta na stałe, żeby nie powtarzać procedury następnym razem, bo wiesz, że mądra jest i nic bez pytania nie kupi.
Mija czas jakiś i nastaje piątek. Budzisz się, robisz kawę, siadasz na tarasie z laptopem i sprawdzasz co we świecie słychać. Logujesz się też do banku, żeby sprawdzić wypłatę i przelać dzieciom kieszonkowe.
Brakuje tak około osiemdziesięciu funtów. Cóż, mogłaś zgubić osiem, ale nie osiamdziesiąt. Czasy, kiedy nie pamiętałaś na co wydałaś osiem dych skończyły się dokładnie w dniu narodzin pieworodnej. Bezpowrotnie raczej. Sprawdzasz więc historię transakcji i widzisz, że kupiłaś coś na google za osiem dych. No nie przypomina ci się , co to może być, więc sprawdzasz w googlach. Według googli nic nie kupiłaś ostantio. Bierzesz więc do ręki dziecka komórkę i sprawdzasz jej konto.
Jest! Kupiła sobie gówniara aplikację jakąś, a dokładnie subskrybcję na rok, samoodnawialną.
Zaraz, zaraz, myslisz sobie. To bystra dziewczyna jest. Dziewięć lat ją hodujesz i jesteś absolutnie pewna, że nigdy cię nie oszukała. To znaczy, że robi to bardzo inteligentnie i nigdy się o tym nie dowiesz. A to znaczy, że nie kupiłaby sobie apki za sto dolców za twoją kasę myśląc, że nie zauważysz. Musiała to przypadkowo naklikać bidula.
Grzebiesz w koncie i patrzysz, że to kupione dokładnie w tej samej minucie, co nieszczęsne punkty do gry. Czyli sama se to musiałaś jednak naklikać. No żesz kurwa mać! No jak? Dorosła jesteś, nie?
Czterdziesći minut zajmuje ci dogrzebanie się do opcji anulowania transakcji, ale na szczęście potem idzie gładko i jeszcze przed śnaidaniem kasa wraca na twoje konto.
Kawa nie jest ci już potrzebna.