Jak nie urok, to sraczka

W sobotę zgadałam się ze znajomymi z działki i spod szkoły, że fajne by było razem wyskoczyć na biwak pod namiot na weekend. Najlepiej przyszły weekend, więc będziemy w kontakcie.
W niedzielę dałam im znać, że przypomniałam sobie, że w sobotę moja młodsza idzie na przyjęcie urodzinowe przyjaciółki, więc nie dam rady nigdzie jechać.
W poniedziałek wpadłam na pomysł, że te urodziny kończą sie o trzynastej, więc jak się dobrze zorganizuję, to o czternastej wyjadę z domu, o piętnastej będę na kempingu, a to jeszcze kupa czasu, żeby rozbić namiot, odpalić grilla albo ognisko, posiedzieć. Dzieciaki pogonią po lesie albo znajdą sobie inne zajęcie, bo ciemno będzie dopiero po dziewiątej, więc jednak jedźmy.
We wtorek okazało się, że pole namiotowe jest w tym roku na razie nieczynne i nie przyjmuje rezerwacji, a inne nas nie interesują bo są za drogie, więc nie jedziemy.
W środę okazało się, że znamy jedno miejsce, gdzie się nie płaci wcale, więc tam koniecznie jedźmy.
W czwartek moja pierworodna zbudziła sie obsypana czerwoną wysypką na klatce piersiowej. Nie miała żadnych innych objawów, samopoczucie dobre, wiec poszła do szkoły, ale spodziewałam się rozwoju wypadków w kierunku szkarlatyny lub odry, więc nie jedziemy.
W czwartek po połydniu po wysypce dziecka nie było śladu, więc jedźmy.
W piątek nad ranem pierworodna rozpoczęła festiwal rzygania jak młody kot po mleku, więc do szkoły nie poszła, i nawet jeśli to zwykła jelitówka i jej w jeden dzień przejdzie, to będzie osłabiona w sobotę, więc nie jedziemy.
W piątek po południu pierwodorna była zdrowa i zregenerowana jak nowa, więc w zasadzie mogłabym jechać, ale już się bałam na ten temat do znajomych odzywać.
I dobrze, bo w sobotę rano pierwodorna miała straczkę stulecia i nie oddalała się na więcej niż cztery metry od kibla, więc i tak bym nie jechała.
W sobotę wieczorem wyskoczyłam na chwilę na działkę. W przerwie między zebraniem malin i truskawek pomyślałam sobie, że fajnie by było wyskoczyć na biwak pod namiot na weekend. Najlepiej w przyszły weekend…