*ick

Środek tygodnia, późno wieczorem. Jakoś się ten dzień ciągnął, tyle do zrobienia było, że dzieci dopiero się myją. Młodsza już zakłada piżamę, starsza stoi w wannie spłukana.
– Mamo – woła.
Zmęczona jest, widać, ledwie ciągnie. Podchodzę, opatulam ręcznikiem, przytulam, wycieram. Ma dziewięć lat i od dawna myje się sama, ale lubi się tak poprzytulać, kiedy ja ją obsługuję jak małe dziecko.
Wycieram włosy, szyję. Uśmiechamy się, cieszymy chwilą. Bosko.
– Mamo – mówi znowu. – A ty wiesz co to jest dick?
O kurwa. W pół do dziesiątej. Od półtorej godziny powinna spać. Ja już myślami w wannie z lawendowym płynem do kąpieli leżę. Książkę czytam. A jeszcze przedtem muszę kuchnię ogarnąć, pranie powiesić, pocztę sprawdzić, jakiś rachunek do zapłacenia przyszedł. A ona teraz pyta mnie o kutasa? Teraz?! Nie mogła sobie w niedzielny leniwy poranek przyść z tym do mnie? Przygotować mnie najpierw jakoś na to, że czas na pogadanki o seksie przyszedł? W środku nocy musi mi to robić? Z nienacka? I o co ona mnie pyta? Czy ja wiem co? Że co? Że ile sztuk w życiu widziałam? Że jakie? Klasyfikację może chce usłyszeć, z podzaiałem za obrzezane i wydepilowane? Ranking rozmiarów może? O co ona mnie pyta? Dlaczego mnie? Dlaczego nie poszuka sobie w necie? Koleżanek w szkole nie popyta? Nie może tego w cywilozowany sposób załatwić, jak moje pokolenie, sama się dowiedzieć tak, żebym ja nie wiedziała nawet kiedy? Dlaczego, dlaczego na mnie to spada?
– A w jakim kontekście słyszałaś ten wyraz? Bo nie wiem dokładnie o co chodzi – zaczynam niepewnie wiedziona nadzieją, że może ona tylko jakiś kawał słyszała i nie zrozumiała, bo nie zna słowa, i że wyjaśnię tylko, że „dick” to wulgarne określenie penisa i załawtione…
– No wiesz, taki insekt, co wchodzi pod skórę i tam żyje i zaraża groźną chorobą. Bo ja taki miałam i sobie wyciągnęłam, ale koleżanka mówi, że to jest dick, i że lepiej, żebym ci powiedziała.
Tick! Dziecko, tick! Kleszcza miałaś. Boże, co za ulga.
To macierzyństwo nie na moje nerwy jest.