Egzamin

Szkoła oddała nam dzieci do domów z formularzami, w których mamy wpisać trzy osoby, z kórymi dzieci chcą w przyszłym roku być w klasie. Moje potomne natychmiast wyrecytowały mi, kogo mam tam wpisać i temat uważałam za załatwiony.
Jednak chwilę poźniej znalazłam się razem z ojcem G., czyli najlepszej przyjaciółki mojej pierworodnej, ośmioletniej córki, na rozmowie z wychowawczynią, która powiedziała, że dziewczynki mają piękną przyjaźń, bardzo silną, ale niestety rozpraszają się podczas nauki i mają przez to słabsze wyniki, niż mogłyby mieć, więc ona i jej asystenci uznali, że najepiej byłoby je rozdzielić w przyszłym roku.
Byłam szczerze zdziwiona. Obie dziewczynki i tak są w czołówce klasy, a przyjaźnią się rzeczywiście pięknie, więc czego chcieć więcej? Czy nie lepiej popracować nad umiejętnością koncentrowania się i nie rozpraszania nawzajem?
Jednak zanim zdążyłam swoje zdziwienie wyrazić, ojciec G. zadeklarował solennie, że dla dobra wyników w nauce swojej jedynaczki, on oczywiście nie wpisze mojej córki w formularzu, czym mnie ani trochę nie zaskoczył.
Ja natomiast zadeklarowałam, że z moją córką porozmawiam.
I porozmawiałam.
Płakała bardzo. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Miss M., chce ją z G. rozdzielić, skoro uczą się dobrze, zachowują dobrze, nic złego nie robią. Za co ta kara?
– Mamo, ja wolę być w pierwszej piątce w klasie z G., niż w pierwszej trójce bez G., dlaczego pani tego nie rozumie?! – łkała w moich ramionach.
Tego dnia zasnęła w moim łóżku, przytulona do mnie. A nie robiła tego od lat.
Rano na tarasie jadłyśmy na śniadanie owsiankę z porzeczkami prosto z krzaka. Zazwyczaj wspólne śniadanie jest wesołym momentem, który daje nam energię i humor na cały dzień. Tego ranka jednak, zamiast rozprawiać na temat, czy jeśli D. namówiony przez E. skradł Julce całusa, to czy D. jest teraz Julki chłopakiem, bo Julka go nie chce, bo on jej w ogóle nie słucha, siedziałyśmy w zupełnej ciszy.
W końcu przerwała ją Ania.
– Nie chcę iść dzisiaj do szkoły – powiedziała cicho.
Powiedziała to pierwszy raz w swoim życiu, a mi serce pękło.
– Aniu, od problemów nie można uciekać. Trzeba się z nimi rozprawić. Pomogę ci – powiedziałam przytulając.
Pod szkołą oddałyśmy młodszą do jej klasy i trzymając starszą za rękę wkroczyłam do sekretatiatu. Poproiłam o rozmowę z wychowawczynią. Na pytanie, czy mogę to załatwić po lekcjach, kiedy jest czas na rozmowy, odpowiedziałam dość stanowczo, że absolutnie, muszę załatwić teraz.
Ponieważ ogólnie żyję ze szkołą bardzo dobrze, i od czterech lat zgłaszałam jakiekolwiek niezadowolenie tylko raz, panie przyjęły do wiadmości, że sytuacja jest poważna i wydzwoniły wychowawczynię. Zeszła z piętra równie przejęta, co panie z sekretariatu.
– Miss M. – zaczęłam. – Rozmawiałam z Anią o rozdzieleniu jej z przyjaciółką, i Ania bardzo się tym zmartwiła. Długo płakała. Powiedziała, że woli być w pierwszej piątce w klasie z G., niż w pierwszej trójce bez G., i ja ją rozumiem i całkowicie popieram. Uważam, że to bardzo dobra szkoła, nauczyciele wiedzą co robią i jeśli postanowicie dziewczynki rozdzielić, to uznam, że macie rację i nie będę protestować. Ale o ile uczę moje dzieci, że mają zachowywać się zgodnie z normami i oczekiwaniami otoczenia, czyli mówić „dzień dobry”, nie deptać klombów, nie biegać w restauracjach, nie demolować hoteli itd, o tyle w ważnych wyborach życiowych, jak wybór przyjaciół, partnera, zawodu polecam im nie oglądać się na oczekiwania otoczenia czy rodziny, tylko działać zgodnie z tym, co podpowiada im własne serce. I nie po to je tego uczę, żeby przy pierwszej nadarzającej się okazji, wywierać presję. Więc Ania wpisze w formularzu te osoby, które podpowie jej serce, a ja ją całkowicie poprę. Jeśli wpisze G., to ja to bez wahania podpiszę i będę razem z nią mieć nadzieję, że tak się stanie – walnęłam matkopolską tyradą, nieakceptowalną w tym kraju, tym więc bardziej odważną.
Moja córka ściskała z przejęcia moją rękę do bólu a jej twarz promieniała szczęściem i dumą. Miss M. miała łzy w oczach.
– OK – wyszeptała i przytuliła Anię.
A ja wiedziałam. Zdałam.