Dyplomaci

– Zauważyłem, że Julka nie lubi być druga – powiedział miesiąc temu o mojej czterolatce na nartach instruktor, który miał z nią do czynienia zaledwie od dwóch godzin wtedy.
Za to tydzień temu, po pierwszych zajęciach w klubie tenisowym, trener oddając mi pociechy zauważył, celnie jakże, że o ile sześciolatka woli negocjować i załatwia sprawy polubownie, o tyle młodsza woli używać siły głosu. Do skutku.
Znaleźli się dyplomaci cholera. Ja muszę z nią pod jednym dachem, więc mogę prosto z mostu, że mnie ta dziecina moja zwyczajnie wkurwia.
Już jakiś czas temu przeniosła mnie z etapu macierzyństwa, który polaga na nieustatnnym odliczaniu do trzech na poziom bardziej zaawansowany, w którym średnio co kilka dni wiszę w kuchni nad zlewem, trzymam się go kurczowo i proszę wszystich świętych, aby mnie powstrzymali od pójścia do salonu i zdzielenia gówniary szmatą przez łeb, gdy tymczasem ona zalewa się łzami, tupie i wrzeszczy:
– Ja nie kcę już mieć tej siostry! Ja kcę tylko mama była moja friend*, nie Ania! Ja kciałam iść do Niny domu! Nina ma zabawki co ja nie mam! Ja nie kciałam spać moje łóżko! Ja kciałam spać Ani łóżko! Ja kciałam twoja magiczna lipstick**! Moja lipstick zbrejkowała! I kciałam ty pomagała mi tajlecie, żeby moja sukienka nie zdropowała do tajlety! Ja nie kciałam iść do szkoły! Ja kciałam zostać w domu i grać na tablecie! Nie będę idzieć do szkoły! Ja nie lubię moja ticzera! Będę płaczeć! Nie będę bawiła! Nic będę robiła! Nic! Nigdy! Tylko będę jadła!
No, tu przynajmniej wiem, że moja. Nie podmienili w szpitalu.

* przyjaciółka
** szminka