Dobranoc

Jako kwalifikowana mistrzyni optymalizacji nauczyłam moje dzieci, że po bajce i kolacji biorą razem ekspresowy prysznic, lub szybką kąpiel, taką bez zabawek i bez piany, bo od zabawy w wodzie jest basen, nie łazienka. No wiem, wyrodna matka pełną gębą. Następnie zęby, piżamy, czesanie, każda wybiera pluszaka, z którym chce spać, i do łóżek. Przytulam, opowiadamy sobie (szybko) co fajnego dziś robiłyśmy, mówię im (jeszcze szybciej) co fajnego będziemy robić jutro, całuę w czółko, mówię „dobranoc” i wychodzę. Zasypiają same.
Książeczek nie czytamy na dobranoc, bo to się łączy ze wstawaniem, oglądaniem obrazków, kłótniami ile jeszcze książeczek i która, kończy się to płaczem, i ogólnie nie pomaga w zasypianiu. Z tego miejsca pragnę jednak uspokoić opiekę społeczną i innych zainteresowanych – książeczki czytamy. W ciągu dnia. Trochę jakby nie codziennie, ale normę zalecaną raczej wyrabiamy.
Taka procedura kładzenia dzieci spać trwa nie dłużej niż dwadzieścia minut i nie jest pracochłonna, co dla rodzica samodzielnego jest niezbędne, bo rodzic taki wieczorami albo ma stertę naczyń i prania, albo pada na twarz. Najczęściej jedno i drugie.
Wczoraj jednak coś mnie tknęło, jakiś wyrzut sumienia pewnie, że na zadawane w ciągu dnia pytania odpowiadam średnio nie więcej niż w dwudziestu procentach, i wdałam się w rozmowę z czterolatką.
– Fajny był dziś dzień, prawda? – zagadałam przykrywając ją kołdrą.
– Tak. Spałyśmy w namiocie.
– A jutro pójdziemy do sklepu ze sprzętem kempingowym. Tam jest dużo namiotów rozłożonych na trawie. Można do nich wejść do środka. I pooglądamy też spiwory dla dzieci, może znajdziemy jakieś fajne i ciepłe dla was, dobrze?
– I dla ciebie też?
– Kochanie, ja już mam śpiwór.
– A skąd masz?
– Kupiłam dawno temu, zanim urodziłam ciebie.
– I miałaś wtedy duży brzuszek?
– Duży brzuszek miałam, jak już miałam w nim ciebie. Wcześniej miałam mały brzuszek.
– Mamo, a jak małe bejbis wchodzą do brzuszka?
Cholera, co mnie podkusiło?