Dlaczego samotne matki na zasiłkach piją

Jako przedstawicielka wymienionej w tytule grupy społecznej się samozwańczo upoważnię do odpowiedzi na powyższe pytanie.
Otóż dla bezpieczeństwa dzieci, proszę państwa.
Ale po kolei. Wróciłam z wakacji w środę wczesnym popołudniem. Zrobiłam szybki obiad i mialam ochotę otworzyć sobie do niego piwko, ale coś mnie tknęło, że tak wcześnie to jednak nie wypada.
Po obiedzie poszłam z dziemi na plac zabaw. Spotkałam tam znajomą i rozmawiałyśmy trochę, kiedy nagle podeszła znana mi z widzenia pani, i poinformowała, że moje dziecko młodsze, lat dwa i pół, wyszło z ogrodzonego placu zabaw, i właśnie opuszczało park wychodząc na ulicę, kiedy to ona i jej synowe je zobaczyli i rozpoznali, i niniejszym mi dziecko zwracają. Cóż było robić, przyjęłam ją z powrotem.
Po miło spędzonym popołudniu wróciłam do domu, dałam dzieciom kolację i znów mnie kusiło piwo w lodówce, bo upał był ogromny, ale stwierdziłam, że lepiej będzie mi smakować wieczorem, jak już dzieci położę spać i będę mieć fajrant. Więc je okąpałam (dzieci znaczy, nie piwo), i właśnie ubierałam je w piżamy, kiedy zadzwonił ktoś do drzwi. Zeszłam na dół.
Ledwie otworzyłam drzwi, jak usłuszałam głuchy huk za sobą.
Odwróciłam się, i zobaczyłam młodsze moje dziecko w samym pampersie, koziołkujące w połowie wysokości schodów. (Kto nie wie, tego informuję, że schody w typowym angielskim domku szeregowym sa wąskie i bardzo strome. I jak mówię „bardzo” to wyjątkowo nie koloryzuję tym razem.) Zanim zdążyłam się ruszyć, dziecię kilkoma niezdarnymi fikołkami dotarło już pod moje nogi na sam dół i (choć raz mając w końcu porządny powód) zaczęło się drzeć jak opętane.
I teraz tak. Toretycznie, gdybym zgubiła dziecko w parku będąc po piwie, i niedajboże nie znalazłaby go znajoma z widzenia osoba, tylko ktoś wezwał by policję, a ja byłabym po piwie, albo gdybym pojechała z potłuczonym dzieckiem na pogotowie będąc po piwie – kłopoty murowane. Ale w praktyce – jakbym sobie tak piwkowała już od południa, jak to ponoć samotne matki niepracujące robią, to bym ani na plac zabaw nie poszła, bo by mi się po tym piwie nie chciało, tylko bym dzieci bezpiecznie przed tv posadziła, ani bym się nie wyrywała wieczorem do otwierania drzwi niezapowiedzianym gościom, bo bym już spała.
Także ze względu na bezpieczeństwo moich dzieci, bardzo poważnie muszę rozważyć opcję zaangażowania się w jakieś alkoholowe hobby.

PS. Dla ewentualnie zaniepokojonych. Po wieczorze spędzonym na pogotowiu, gdzie po podstawowych badaniach na dziesiątki zadawanych przez lekarza pytań o to, kiedy doszło do wypadku, ile schodów, z czego wykonane, czy leciała na Spiderman’a czy koziołkowała, ile siniaków, co boli, czy płakała od razu, czy wymiotowała itd., dziecko samodzielnie i brawurowo wręcz odpowiadało na każde pytanie: „I’m very hungry”*, wypuszaczono nas do domu i kazano obserwować. Minęły obecnie dwie doby od wypadku, oprócz siniaków na czole nic się nie dzieje.

* Jestem bardzo głodna.