Diagnoza

Nie raz się chwaliłam, że los obdarzył mnie mało chorującymi i szybko zdrowiejącymi dziećmi. No, ale widać obudziły się w nich ambicje i postanowiły pokazać, że też potrafią. W tym celu urządziły mi kilkudniowy pokaz rzygania. W pierwszej dobie rzygaly synchronicznie, od drugiej doby naprzemiennie.

Ponieważ nie miały gorączki ani żadnych innych objawów, jako rasowa matka Polka sama zdiagnozowałam wirusa, i bez zawracania głowy lekarzowi podjęłam się leczenia, to jest włączania bajek, dostarczania płynów i prania zarzyganej pościeli.

W trzeciej dobie konkurencja zaczęła im się trochę nudzić i dla urozmaicenia zażyczyły sobie rosołu. Starsza zjadła dwie łyżki i omdlona wysiłkiem opadła na poduszki, młodsza zaś wsunęła całą miskę i oświadczyła, co następuje:

– Mamo, moje włosy lecą do zupy, możesz poprawić mi spinki? Bo ja sama nie umiem. Ale nie jestem malutka, ja jestem duża. Ja jestem już trzy. Ja byłam malutka i ulodziłam, i byłam bejbi. I mały penguin* też jest bejbi. On też ulodził, wiesz? I on lobi TUP TUP malutkimi legsami**. Ale nie rano, rano nie wolno biegać bo mama śpi. I w szeszkolu też nie wolno biegać w ślodku, tylko outside***. Ja za dużo biegam, tak powiedziała Vanda jak ja biegniłam na snack****, bo ja byłam glodna. Mogę coś zjeść?

No, to jedna wyzdrowiała.

*pingwin, **legs – nogi, ***na zewnątrz, ****przekąska