Chce się żyć (5)

Kiedy noc była cieżka, bo spałaś tylko dwie godziny. Kiedy dzień w pracy był ciężki, bo byłaś niewyspana. Kiedy po pracy jakieś szybkie zakupy i biegiem pod szkołę, skąd zabrałaś dzieci (lat siedem i dziewięć) prosto na pływalnię, gdzie było dużo emocji, trochę ekscytacji pomieszanej ze strachem, bo dzieci po około dwóch latach u jednej ulubionej instruktorki przeszły na kolejny poziom, do nowej grupy z nowym nauczycielem, więc trochę żal, że rozstanie i kartka na podziękowanie za naukę, trochę ciekawość co dalej, jaki jest nowy nauczyciel. Koniec końców poszło świetnie, ale przeżycia wypaliły cię z resztek energii.
W domu obiad,  potem jedna się kąpie, druga ćwiczy grę na pianinie, potem zmiana. Ty się krzątasz, ogarnaisz kuchnię, jakieś rachunki płacisz bo przyszły, sprawdzasz pogodę na jutro i cieszysz się, że ma padać, bo posadziłaś prawie sto truskawek na działce i nie musisz jutro lecieć ich podlewać, sprawdzasz godziny otwarcia hurtowni mundurów harcerskich, bo starszej się miejsce na szarfie na odznaki skończyło, i trzeba nową dokupić, do systemu szkoły się logujesz, przelew na wycieczkę robisz, terminy zebrań rodziców sprawdzasz, menu na szkolny lunch na jutro, potwierdzasz sms’em jednej mamie, ze młodsza weźmie udział w przyjęciu urodzinowym w sklepie Lego, szukasz na ebay pakietu dziesieciu różnych kartek urodzinowych dla dzieci, bo sie skończyły, a sezon na przyjecia urodzinowe się zaczął.
Potem prysznic. Zmęczona schodzisz na dół w piżamie, myśląc, że wreszcie, nareszcie sobie dziś usiądziesz.
Wchodzisz do salonu. Sofa rozłożona, pościelona. Jedna leży na brzuchu i macha nogami w górze, druga ma głowę na jej plecach, nogi podkurczone. Obie zaczytane w swoich grubych tomiskach przytarganych ze szkoły. Leżą, czekają na ciebie, i czytają sobie. Tak po prostu.
I chce się żyć.