Chce się żyć (3)

Kiedy w piątek po południu, kiedy każdy normalny człowiek wraca z roboty, otwiera wino i ma piąteczek, piątunio, ty jak ten pojeb przyprowadzasz sobie ze szkoły pięć sztuk poniżej dziesiątego roku żcyia, które mówią do ciebie naraz w czterech (chyba, w każdym razie przynajmniej trzech to na pewno) językach, z czego rozumeisz tylko dwa, karmisz je siedmioma rodzajami naleśników i poisz czterema rodzajami napojów, a następnie pozwalasz iść na górę i robić co chcą, i nie ingerujesz dopóki nie leje się krew i nie sypie tynk, i spoglądając żałośnie na wino w lodówce myślisz sobie: „Co mi kurwa znowu odpindroliło?”.
A potem przychodzą naraz rodzice, żeby odebrać te sztuki, które nie są twoje, i wszystkie one zgodnie wołają: „Nie chcę iść, chcę zostać, tu jest fajnie, najlepsza zabawa na świecie!”