Chce się żyć (1)

Widziałam ich już, jak po pracy wychodzili razem na boisko i grali w krykieta. Chyba krykieta.
Wiem, że niektórzy razem biegają.
I wpadałam na nich jak siedzieli w parach lub kilkuosobowych grupkach gdzieś na lunch’u.
Na szkolnych festynach malują dzieciom twarze, kleją tatuaże.
Albo siadają po kolei na krzesełku i każdy chętny, dziecko, rodzic, współpracownik, za jednego funta wali w nich ogromną mokrą gąbką z odległości kilku metrów, i wszyscy pękają ze śmiechu, a oni sami najbardziej. Datki przekazują na cele charytatywne.
Jak jest dzień przebierania się za superbohatera, albo za postaci z książek, wszyscy, co do jednego, są poprzebierani i to nie byle jak.
Ale dziś mnie rozczulili zupełnie, zamieszczając na fejsie to:

To są proszę państwa nauczyciele z moich córek podstawówki. Tym się zajmują w przerwie na lunch.
Na perkusji wychowawczyni mojej pierworodnej, matematyczka. Na gitarze na pierwszym planie – dyrektor szkoły.
Dystans. Zaangażowanie.
Uwielbiam ich.