Chce mi się

Czwartek. Jedyny dzień w tygodniu, kiedy moje córki nie mają żadnych zajęć po szkole. O drugiej trzydzieści wpadam do domu z pracy. Za czterdzieści pięć minut mam odebrać piątkę dzieci ze szkoły, nakarmić i puścić luzem po pokojach do zabawy. Ekspresowy przegląd lodówki i o drugiej czterdzieści pięć piersi z kurczaka się grilują, kończę ścierać surówki i wpadam na pomysł, że podam to dzieciarni z makaronem ryżowym i będą jeść pałeczkami. Nie mam tylu kompletów pałeczek w domu, więc w te pędy wsiadam w auto i jadę na złamanie karku do chińskiego sklepu. Pod szkołę wpadam zdyszana w ostatniej chwili. Odbieram trzy podekscytowane przyjaciółeczki z pierwszej klasy.
– Oh, you have three for the price of one today. Have fun!* – Mówi do mnie nauczycielka, i dodaje, że od połowy dnia mówią w kółko o tym, że idą do mnie.
Odbieram też dwie pozostałe sztuki z trzeciej klasy.
– Proszę się rozebrać, umyć ręce i zapraszam do stołu – mówię wchodząc do domu.
Uwijają się szybko i na widok nakrytego stołu wykrzykują jedno przed drugie:
– To jest jak Wagamama! To jest super cool! Będziemy jeść pałeczkami! Hura!
Siadają na wyścigi i mają najlepszą zabawę na świecie. Jedzą pałeczkami, moczą w sosie sojowym kawałki kurczaka, każde w swojej maleńkiej miseczce. Pomagają sobie, pokazują jak trzymać pałeczki, wygłupiają sie z makaronem, opowiadają co popadnie jedno przez drugie. Na deser dostają fondue czekoladowe z owocami i następuje eksplozja szczęścia.
A ja obsługuję. Podaję, odbieram, przynoszę, wynoszę, wycieram, pomagam.
Potem przyjdą mamy po odbiór dzieci. Jedna w biegu, z dwoma telefonami służbowymi przez które zarządza agencją całą dobę. Druga nie uwierzy, że jej dziecko w ferworze zabawy zjadło u mnie trzy rodzaje surówek. Trzecia rozejrzy się po kuchni która wygląda jak po huraganie.
– Podziwiam cię, że ci się chce – powie kręcąc głową.
Potem goście wyjdą, dzieci pójdą spać, dom ucichnie a ja zostanę ze stertą naczyń, brudnych serwetek, podłogą zachlapaną czekoldą i sosem sojowym. Zatrzymam się na moment. Odtworzę w pamięci chwilę, kiedy w całym tym zamieszaniu, w tym szczęściu całej gromadki pochylonej nad czekoladowym fondue, moja starsza córka podniesie wzrok, i ponad głowami wszystkich puści mi oko i bezgłośnie powie „kocham cię”. I ten, kiedy młodsza wstając od stołu przylgnie do mnie i powie:
– Mamo, to było niesamowite, dziękuję!
I natychmiast przylgną do mnie jej dwie przyjaciółki wołając:
– Ewa, u ciebie jest zawsze najlepiej na świecie!
Lubię kolekcjonować te chwile. Lubię pieczołowicie wdrukowywać je w pamięć. Chcę ich mieć jak najwięcej zniam nastanie okres burzy hormonów, trzaskania drzwiami, okres „Ty nic nie rozumiesz!”
Więc tak. Chce mi się. Cholernie mi się chce. Póki jest czas.

* O, masz dziś trzy w cenie jednej. Miłej zabawy.