Wyrodna matka atakuje (10)

Ania, lat 10 i Julia, lat 8.
– Dziewczyny, pamiętacie Shakespeare’s Globe?
– Nie. Co to?
– Ten teatr w Londynie, w którym byłyśmy kiedyś. Rekonstrukcja oryginalnego teatru, w którym Szekspir wystawiał swoje sztuki. Taki bez dachu. I tam grają w kółko Szekspira.
– Pamiętamy.
– No, byłyśmy tam na „Romeo i Julia” w wersji dla dzieci, ale musiałysmy wyjść zanim się rozkręciło, pamiętacie?
– Tak.
– No, to w tym tygodniu na youtube można obejrzeć za darmo Romeo i Julię z tego teatru. Chcecie?
– Nie.
– Kurczę, szkoda.
– Dlaczego?
– Bo kupiłam lody. Ale tylko dla tych, co oglądają.

Wyrodna matka atakuje (9)

Zamknięto szkoły i naród przerzucił się z panicznego kupowania jedzenia na paniczne nauczanie dzieci w domach. Sklepy nieco opustoszały, internet za to zalała plaga doradców z linkami do nauki on-line. Wszystkiego.
Tak jak nie poddałaś się panice kupowania niczym na półroczny obóz przetrwania na bezludnej wyspie, tak postanowiłaś nie rzucać się też na nauczanie domowe tak, jakby twoja ośmiolatka miała za tydzień zdawać maturę.
Postanowiłaś, że jak szkoła coś da do zrobienia to zrobisz, ale nie będziesz się na nic więcej spinać. Ważniejsze jest porobić inne rzeczy razem, pogotować, pooglądać filmy.
No, ale szkoła nic nie dała. Wiesz skądinąd, że inne szkoły dały, a twoja nie.
Na wszelki wypadek pytasz sąsiadek, czy może przeoczyłaś fakt, że jakieś materiały są. Sprawdzasz w necie, na stronie szkoły, na grupach dla rodziców, w mailach. No nie ma wzmianki, że jakeiś zestawy do nauki są. Tylko te linki.
No, może się nie przygotowali na czas. Poczekasz tydzień. Przecież dzieciom sie nic nie stanie, jak zaczną później.
Aż pewnego dnia twoje potomne, płci żeńskiej, lat osiem i dziesięć, pytają czy mogą siąść do twojego laptopa, bo im się niewygodnie na komórkach uczy.
Wytrzeszczasz gały.
– Co wam się niewygodnie na komórkach robi??? – pytasz zszokowana.
I tak od słowa do słowa, i okazuje się, że szkoła ma kilka platform, do nauki matematyki, gramatyki, ortografii i science, dzieci mają swoje loginy i hasła, i codziennie, lub też tygodniowo, mają tam uwalniane zadania do zrobienia na swój poziom zgodnie z programem nauczania.
Owszem, wiedziałaś że takie coś jest. Słyszałaś o tym. I byłaś pewna, że twoje dzieci mają to głęboko w dupie i nie masz się nawet co brać za zachęcanie ich do tego, bo i tak są zajęte na codzień, a na szczęscie uczą się dobrze, więc im takie powtórki z zajęć nie są potrzebne.
Tymczasem dowiadujesz się, że twoje dzieci czasem to robią, przeważnie kiedy je gdzieś samochodem wieziesz, ale się nie chwalą, bo to nudne jest. Teraz natomiast szkoła uczy już tylko przez te platformy, więc tych zadań tam jest dużo więcej i potomne potrzebują większego ekranu do niektórych.
Żółta koszulka lidera w konkurencji „wyrodna matka roku” znowu twoja.

Wyrodna matka atakuje (8)

Julia, lat osiem. Wzięla do szkoły szczoteczkę do zębów i pastę, na szkolenie ze szczotkowania zębów i sprawdzania skuteczności tabletkami do wybarwiania płytki bakteryjnej.
– Mamo, mamo! – Zawołała wchodząc do domu po szkole. – Wiesz, że miałam najmniej kolorowe zęby w klasie i tylko ja jedna nie musiałam poprawiać?!
– Cieszę się. Czyli dobrze szczotkujesz, tak?
– Tak!
– I masz dobrze dobraną szczoteczkę i pastę, tak?
– Tak!
– Czyli możesz zostać przy zestawie: pasta bez fluoru i substancji ścierających oraz szczoteczka bambusowa? Skoro są tak niezawodne, że miałaś najlepiej wyszczotkowane zęby w klasie, tak?
– Tak!
– Czyli od teraz przestajesz marudzić, że chcesz elektryczne cudo na baterie, które tańczy, śpiewa, recytuje, tak?
– O nie…

Wyrodna matka atakuje (6)

Czy ktoś ma pomysł jak przygotować dziewięciolatkę i siedmiolatkę na to, że matka znów finansowo popłynęła, i pod choinką nie będzie Barbie, Lego, ksiażek, farb, kredek, piórników, teleskopów, globusów, gier na xbox, ciuchów, torebek, słodyczy, gotówki, kart przedpłaconych do ulubionych sklepów, punktów do gier czy filmów, tylko będzie koperta, a w niej bilety na zawody Pucharu Świata w skokach narciarkich z Zakopanem?

Wyrodna matka atakuje (5)

Julia, lat siedem.
– Mamo, brzuch mnie boli.
– No i?
– No, może coś mi dasz? Pomożesz?
– Już ci pomogłam. Dwa dni ci mówiłam: „Nie żryj tych cukierków halołinowych wszystkich naraz, bo cię będzie brzuch bolał.” Pomogłam? Pomogłam. Nie ma za co.
– No, ale co teraz?
– Nie wiem. Czekasz, aż przestanie boleć? Zapamiętujesz na przyszłość?

Wyrodna matka atakuje (4)

– Dziewczyny, bilety na „Dziadka do orzechów” w Royal Albert Hall kupiłam na godzinę czternastą. To znaczy, że przed płudniem będziemy mieć tak dwie, trzy godziny żeby na spokojnie bez biegania jeszcze coś zaliczyć. Ale wedlug mnie to za mało czasu na muzea, więc kupiłam bilety na…
– London Eye?! London Eye!!! Przejedziemy się wreszcie London Eye! Obiecałaś kiedyś!
– No nie. Będziemy zwiedzać parlament. Obie izby. Z przewodnikiem.

Wyrodna matka atakuje (3)

Ferie. Anna, dziewięć i Julia, siedem.
Julia:
– Mamo, nudzi nam się.
– Świetnie, to mam dla was zadanie. Proszę iść do ogródków działkowych, do sklepiku, i dowiedzieć się jak się sadzi bób – co ile centymetrów fasolkę w rzędzie i jakie odległości między rzędami. Następnie proszę przeliczyć ile potrzebujemy nasion na dwa rzędy, jeśli rząd ma pięć metrów. Potem proszę dowiedzieć się, ile będzie taka liczba nasion kosztować. Następnie wszystkiego tego samego proszę się dowiedzieć dla jednego rzędu czosnku. Kierownik tam jest starej daty i będzie wam podawał w calach, ale to nie problem, prawda?
Anna, do siostry:
– Mówiłam ci, nie mów przy mamie, że ci się nudzi…

Wyrodna matka atakuje (2)

– Dziewczyny, na lunch robimy domową pizzę. Z czym chcecie?
– Ja z ananasem, oliwkami i kukurydzą.
– A ja z cebulą, papryką czerwoną i kukurydzą.
– Dobrze. Ja natomiast chcę z cebulą, pieczarkami i salami.
– To co mamo? Każda z nas zrobi sobie swoją, tak?
– Nie, ja zrobiłam spody, wy robicie sos, ser i dodatki.
– O, super mamo!
– Ale jest jeden szkopuł.
– Tak?
– Spody są dwa. Macie zrobić dla każdej z nas po równo i się nie pokłócić.
– O kurcze…

Wyrodna matka atakuje (1)

Niedziela, około południa. Matka nawiozła sobie roboty z pracy na weeeknd i jest zajęta. Dzieci, lat dziewięć i siedem, muszą się same sobą zająć.
– Mamo, nudzi nam się.
– Idźcie na podwórko.
– E…
– To poczytajcie.
– E…
Kurwa. Pokoje pełne zabawek i książek. Pogoda idealna. Rowery w szopce. Plac zabaw za rogiem. A im się nudzi i nic im nie pasuje. Noż ja pierdzielę.
– Do mnie obie, z kartkami papieru i długopisami! Natychmiast!
Przyszły.
– Uwaga dyktuję. Lista rzeczy do zrobienia, drukropek. Jeden. Poskładać pranie z wieszaków. Dwa. Spelling i tabliczka mnożenia – powtórzyć swoje i przepytać siostrę. Trzy. Wyprać mundurki szkolne. Cztery. Poczytać po polsku. Macie? Czy taki plan wam pasuje?
– E…
– Dobrze. Dyktuję dalej. Pięć. Wyszorować kibel. Sześć. Obrać ziemniaki. Teraz lepiej?
– Dobra, dobra. Załapałam. Pasuje.