Taka sytuacja (26)

Znalazłam gdzieś zapodzianą z jakimiś ciuchami dla dzieci od znajomej książkę*. Wygooglowałam co to.  Zawołałam pireworodną, dziesięcioletnią. Zeszła z góry.
– Aniu, czytałaś to? – spytałam.
– Nie.
– To czwarta i ostatnia część serii polecanej dla nastolatek. Pierwsze trzy są na ebay taniutkie, więc zobacz na tę jedną, i jak ci się spodoba, dokupię ci resztę.
– Ok – powiedziała, wzięła książkę, obróciła się na pięcie i poszła na górę.
Półtorej godziny później spotkałyśmy się w kuchni. Ja kręciłam się przy garach, ona zeszła się czegoś napić.
– Wiesz mamo, z tą książką… – zaczłęła. – No szału nie ma. Dobrze się czyta, ale nic wyjątkowego. Możesz kupić, ale nie musisz.
– Kochanie, nie oceniaj książki po okładce. Przeczytaj większy kawałek, może się rozkręci – zaczęłam automatycznie matkopolskie zachęcanie.
– Nie rozkręci się. Przeczytałam całą.

* Jacqueline Wilson „Girls in tears”

Taka sytuacja (25)

Ania, lat dziesięć, Julia, lat osiem. Kwarantanna 2020. Piątek, godzina 8.55.
W jadalni, kończąc owsiankę i czekając na rozpoczęcie „PE with Joe”, czyli codziennej półgodzinnej gimnastyki dla dzieci na youtube na żywo.
– O nie! Dziś jest piątek, to dziś się ćwiczy w przebraniu! – zakrzyknęła nagle młodsza i rzuciła się na górę grzebać w szafie w poszukiwaniu stroju Elsy, Anny czy tam czegoś.
Starsza niewzruszona powoli mieliła żuchwą i grzebała łyżką w talerzu. Na mój wzrok pytający, czy się dziś nie przebiera, westchnęła głęboko i wyjaśniła.
– Ja jestem już przebrana. Jestem Sophie* z BFG  Roalda Dahl’a.
Oczytani mają w życiu łatwiej.

* Dziewczynka, która przez całą ksiażkę występuje w piżamie. (Chyba. Bo nie czytałam. Ale strój tej postaci w google to faktycznie piżama.)

Taka sytuacja (24)

Kręcisz się po kuchni robiąc sobie poranną kawkę, za twoimi plecami, kończąc śniadanie, twoje potomne płci żeńskiej, lat osiem i dziesięć, rozprawiają o tym, że czasem bliźnięta są identyczne a czasem zupełnie różne.
Świetna okazja, myślisz sobie, żeby zrobić pogadankę o rozmnażaniu. Pokazać, że należy o tym rozmawiać merytorycznie i bez wstdu.
– Bo bliźnięta mogą być jednojajowe albo dwujajowe. Jednonajowe są identyczne, a dwujajowe nie, wiecie? – zagaduję. Chowam karton z mlekiem do lodówki, przenoszę kubek z kawą do stołu i rozsiadam się naprzeciw nich.
– Wiem – mówi starsza. – A ty? – zwraca się do siostry.
– Nie – odpowiada ona, zaciekawiona.
Nabieram więc powietrza, układam w głowie słowa, którymi zaraz zrobię matkopolski wykładzik. Ale najpierw łyczek kawki. Podnoszę kubek do ust.
– To jest proste – ubiega mnie jednak starsza, zwracając się do siostry. – Jak kobieta ma jedno jajeczko w jakimś miesiącu, i po seksie jeden plemnik to jajeczko dogoni, i się połączą, to jest jedno dziecko. I ono zostaje jedno, albo może się podzielić na dwa takie same. I wtedy jest dwoje dzieci które są identyczne. A jak kobieta jest super zdrowa i czasem ma dwa jajeczka naraz, i po seksie te dwa jajeczka spotkają się z dwoma plemnikami, to powstaje od razu dwoje dzieci, ale one są inne, bo są z dwóch różnych jajeczek. Rozumiesz? – kończy pytając siostrę.
– Nie – mówi młodsza. – A w której klasie się tego uczyłaś? – pyta od razu.
– W piątej – odpowiada starsza.
– A, to mam jeszcze czas. Jak się będę o tym uczyć, to zrozumiem – stwierdza młodsza spokojnie.
No i ci pokazały. Merytorycznie i bez wstydu.
A ty zbierasz szczękę z blatu.

Taka sytuacja (22)

Czy jeśli w podczas trwania pandemii, poddając się kwarantannie domowej, zejdę z tego świata na niewydolność oddechową czekając w kolejce do respiratora, bo będąc pod złym wpływem własnych nieletnich córek, w jeden dzień odrobiłam zaległośći z trzydziestu lat w skakaniu na skakance, to jestem ofiarą COVID-19 czy nie?

Taka sytuacja (21)

Kiedy konferujesz sobie z przyjaciółką drogą telefoniczną o tym i owym, i między innymi zebrało ci się na narzekanie, że obecna kwarantanna kompletnie rozregulowała ci rytm życia, i tak na przykład zupełnie niespodziewanie, już dziś, dwudziestego czwartego marca schowałaś do pawlacza stojące obok schodów w górnym holu pudła z ozdobami choinkowymi.
Po skończonej rozmowie zarządzasz lekki kipisz w pokojach dzieci, bo świetna okazja do generalnych porządków nastała. Pierworodna zaczyna od rozpakowania szkolnego plecaka, rzuconego w kąt dziesięć dni temu. Wyciąga z niego piórnik, dwanaście książek ze szkolnej biblioteki, oraz osiemnaście kopert z kartkami z życzeniami bożonarodzeniowymi od dzieci z klasy.
Moja ci ona. Nie podmienili w szpitalu.

Taka sytuacja (20)

Kiedy dziewięciolatka, którą ze dwa razy w tygoniu uda ci się zagonić do ćwiczenia na pianinie, piłuje od wielu tygodni w kółko ten sam utwór. Ganisz ją, że już go zna dobrze na pamięć bez nut, i żeby ćwiczyła coś nowego, i że nauczyciel na pewno jej coś nowego zadał, a ona się upiera, że nie.
I co tydzień przychodzi nauczyciel, odpytuje ją z tego jednego utworu i co tydzień chwali, że poprawiła tajming, dynamikę, interpretację.
I dociera do ciebie, że oni oboje co tydzień słyszą w tej jej grze różnicę. A ty ani w ząb.

Taka sytuacja (19)

– Mamo, czy ty wiesz, że można być małym i mieć dużą siłę? – zapytała rano znad jajecznicy moja pierworodna, lat dziewięć.
– Oczywiście że tak. Wielkość siły zależna jest od stosunku powierzchni przekroju poprzecznego mięśni do masy całego ciała – odezwałam sie głosem córki fizyka, a przed oczami stanęła mi scena sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to w drodze na Rysy od słowackiej strony ojciec sprzedawał mi teorię wyginięca z tego powodu dinozaurów, że mianowicie żadne tam potopy czy zldowacenia, tylko rosły gady na potęgę wzdłóż aż w końcu nie miały siły i prędkości, żeby jedzenie dogonić i z głodu wyginęły. – Więc można być drobnym, i mieć ten stosunek korzytny, a można być dużym a mięśni wcale i być słabym – zakończyłam matkopolskie wymądrzanie się.
– Nie o to mi chodziło – odpowiedziała.
– A o co? – Zapytałam więc.
– O to, że siła bierze sie z głowy. U nas są w klasie chłopcy, którzy jak się denerwują, to popchają kogo mają pod reką. Mnie nie dają rady przewrócić, i wszyscy się dziwią, że ja jestem taka malutka, a taka silna. I ja im tłumaczę, że ja mam tę siłę w sobie, w głowie. Ja widzę i czuję, kiedy ktoś się denerwuje, i jeśli jestem w pobliżu, to jestem przygotowana. Zapieram sie nogami, pochylam się w jego kierunku lekko, i nawet jakby wbiegł na mnie, to mnie nie przerwóci. Ja wiem, że muszę mieć tę siłę w sobie, w głowie, i że nikt nie ma prawa mnie szturchać i przerwacać, ani ze złości, ani dla żartu, i nie daję się zaskoczyć. Natomiast oni są zawsze zaskoczeni, dlateogo przegrywają. Ale to się bierze z głowy. Jak w pojedynku pomyślisz, że przegrasz, to już przegrałeś. I ja to im tłumacze jak mnie pytają skąd jestem taka silna, ale nie rozumieją co ja do nich mówię, i chciałam wiedzieć czy to tyko w mojej głowie, czy ty mnie rozumiesz.
– Tak, rozumiem… – wydukałam.
Dziewieć lat. Mówi płynnie i czyta w dwóch jezykach. Trzeciego uczy sie sama z youtuba, bo lubi. Sama, w sposób naturalny opanowała szybkie czytanie. Jest jedyna w klasie w nawyższych grupach i z matematyki i z angielskiego. Czyta nuty na poziomie Grade 2. Tydzień temu miała w szkole test, według którego ma czytać książki na poziomie jakimś tam. Szkoła musi je kupić, jeszcze tego poziomu dla nikogo nie ptorzebowali. Ogląda wiadomości. Ma swoje preferencje polityczne i jest wegetarianką z przekonania. Romowy z rówieśnikami szybko ją nudzą i woli poczytać, lub rozmawiać z dorosłymi. Tłumaczy swojej siedmioletniej siostrze: „Jesteś dobra z matmy bo grasz na pianinie. Matematyka to czytanie kodów. Czytanie nut to też czytanie kodów. Jedno pomaga drugiemu. Einstain był skrzypkiem.”
Czasem mam wrażenie, że jestem jej w życiu potrzebna już tyko dlatego, że ona sama nie może jeszcze mieć prawa jazdy i konta w banku.
Dobrze to czy źle, nie wiem.

Taka sytuacja (18)

Kiedy samochód stoi u mechanika, więc musisz odprowadzić swoje córki, lat siedem i dziewięć, pieszo na zbiórkę zuchów. Możecie pójść jak ludzie, komfortowo i spokojnie, ulicami osiedlowymi między domami, co zajmie wam 12-15 minut, albo przez park, w którym nie wiedzieć dlaczego nie ma żadnej latarni, więc jest tam o tej porze ciemno jak na środku Bałtyku o drugej w nocy, co pozwoli wam zaoszczędzić nie wiecej niż dwie minuty, czyli w zasadzie nic.
Że równo pod sufitem nie miałaś nigdy, a kryzys wieku średniego to tylko wzmógł, to wygrzebałaś z pudła z rzeczami kempingowymi trzy czołówki i poszłyście przez ten park, bo to przecież kurwa taka zajebista przygoda, nie?
Dzieci bawiły się świetnie i czuły zupełnie bezpiecznie, bo przecież są z mamą, podczas kiedy ty zesrana ze strachu w tym parku myslałaś czy to już pora na konsultację z psychoterapeutą, czy jeszcze dasz radę sama te debilne pomysły poskromić.

Taka sytuacja (17)

Kiedy zwracasz się do swoich potomnych, płci żeńskiej lat siedem i dziewięć, że wpadłaś na pomysł, żeby w ramach cięcia kosztów i oszczędności w nadchodzącym tygodniu upiec całą blachę mufinek i pakować je po dwie do lunch box’ów do szkoły, i do tego po jabłku z działki, bo przecież i tak w szkole na lunch są takie zajęte gadaniem z koleżankami, że przynoszą wszystko ledwie nadgryzione i ląduje to w kompoście, na co w odpowiedzi słyszysz:
– Mamo, super! Nareszcie będziemy mieć w lunch boxach to, co wszyscy. Wszsycy mają ciastka albo czipsy i jakiś owoc. Tylko my zawsze te pudełeczka z kanapkami i drugie z pokrojonmi papryczkami, pomidorkami, ogóreczkami, i te jogurciki z łyżeczką… Wszyscy się z nas śmieją. Nareszcie bedziemy mieć normalne lunch boxy. Hura!