Biwak

Że na górskich wędrówkach z namiotem, śpiworem i butlą gazową w plecaku, zęby zjadłam w młodości, i że plany mam, żeby dzieci zanim dorosną po górach przegonić, to już mówiłam. A wcześniej mam zamiar zabierać je pod namiot na pobliskie pola namiotowe, niech się przyzwyczają do biwakowania. Żeby jednak biwak nie był dla mnie pokutą, (w układzie sił jak u mnie, czyli dwoje dzieci na jednego dorołego), dzieci muszą być samobieżne, i samoobsługowe przy jedzeniu i przebieraniu.
I oto wczoraj z przerażeniem stwierdziłam, że chwila ta nadeszła, a ja nie jestem na nią gotowa. W panice wypatroszyłam schowki i pawlacze, wyjęłam sprzęt górski i zaczęłam przegląd.
Namiot jest. Mały. Na weekend się nada, ale na porządne wakacje trzeba kupić namiot rodzinny. Śpiwór jest jeden. Palnik gazowy pojedynczy i lampka gazowa są. I to by było na tyle. Słabiutko. Śpiwory dla dzieci potrzebne są, karimaty porządne jakieś, palnik podwójny, żeby kawę dla mamy i jajecznicę dla dzieci robić równocześnie, bo chyba by mi ich żal było, jakby tyle na jajecznicę czekały. I jeszcze stolik jakiś, krzesełka, latarki.
Przewertowałam strony internetowe sklepów ze sprzętem. Zajęło mi to kilka godzin i o mało nie skończyło się obłędem na widok cudów, jakie są dostępne na rynku w tej branży. Następnie spojrzałam na ceny i chcąc nie chcąc, rozpoczęłam optymalizację. Namiot musi nam na początek wystarczyć. Palnik pojedynczy też, kawę zrobię wieczorem do termosu, będzie na rano w sam raz. Stolik na razie sobie podarujemy, siedzieć będziemy na karimatach, jak w górach, z talerzem w ręku. Tak więc brakuje nam jedynie karimat i spiworów dla dzieci. I ponieważ jestem przekonana, że na tym akurat nie należy oszczędzać, to w tym roku biwak się nie odbędzie. Mamy czas na skompletowanie sprzętu do wiosny.
A tymczasem potomne moje spędziły noc w swojej normalnej pościeli, w namiocie rozłożonym w salonie. Właśnie się zbudziły, piją kakao i mówią, że jest fajnie.
Kochane dzieci. Dopiero kiedy dorosną, zrozumieją, że matka była walnięta.