Barbie

Cały mój nowy dom to wciąż plac budowy, ale pokój dzieci jest urządzony i dopieszczony. Całkiem ładnie nawet. Wszystko na swoim miejscu, w szczegółach dopracowane. Było.
Bo sprawa się rypła miesiąc temu. Uznałam, że dwie Barbie i jedna kiecka to małe zaplecze na dwie córki, i chcąc dokupić ubranek, trafiłam na super ofertę. Po ilości rzeczy sądząc, pani, która sprzedawała ten dobytek, wychowała kilkanaście córek, lub obrabowała przedszkole. Nie dało się kupić samych ubranek, więc wzięłam cały pakiet za bezcen, i sprzedałam nadmiar. Przykładowo, dwanaście Barbie, bo nie po to cztery lata czekałam, aż się dzieci nauczą same ubierać, żeby teraz przebierać pluton lalek. Jedenego Ken’a, bo był jeden, a jeszcze tylko kłótni o faceta mi w domu brakuje. Ponadto łódź motorową i konia, kilka szaf na ciuchy i inne rupiecie.
Zostałam z sześcioma Barbie, ich dziećmi, około dwoma kilogramami ubranek, pełnym umeblowaniem kuchni, salonu, łazienki, biura, sypialni, i dziesiątkami maleńkich akcesoriów luzem. Oraz z motorem i karocą. Urzekły mnie.
Zakup był jedną z najlepszych inwestycji mojego życia. Od miesiąca dzieci budzą się, i przez godzinę bawią się cicho całym tym majdanem. Nie muszę tłumaczyć, że jest to godzina bezcenna.
Kłopot jednak polega na tym,  że w perfekcyjnie urządzonym pokoju cały majdan leży na środku i nie ma swojego miejsca. Wstępnie myślalam, żeby dokupić kosze, ale nie ma gdzie ich postawić. Na półkach wysoko tego układać nie chcę, żeby się dzieci nie wspinały po meblach po to. No i tak od miesiąca odkładam w czasie zajęcie sie tym tematem, bo mnie zwyczajnie przerasta.
Aż tu wczoraj przyszła córka sąsiadki. Przemiła i mądra trzynastolatka, która uwielbia moje dzieci. Zazwyczaj bawią się w ogródku lub w salonie, ale wczoraj chciały pójść na górę. Powiedziałam, że tam jest bałagan.
– Nie martw się, damy sobie radę – powiedziała Sonia i zniknęła z moimi dziećmi na górze.
Zawołały mnie po kwadransie.
– Zobacz – powiedziała, kiedy wkroczyłam do pokoju – przełożyłyśmy koraliki z kosza do słoika, nie będą się rozsypywać, a kulki do szkatułki. Do pustych koszy wsadziłyśmy małe akcesoria. Polskie książki dołożyłyśmy do angielskich, i tak są pomieszane, a w pudle po książkach ułożyłyśmy meble. Lalki Barbie są w koszu z innymi lalkami, a ubranka w koszu z innymi ubrankami, bo dziewczynki wiedzą, co jest na którą lalkę i nie trzeba tego rozdzielać – zdała mi relację z przebiegu operacji. – Może tak zostać? Bo teraz mamy miejsce, żeby pobawić się w kawiarnię – dodała.
I tak oto trzynastolatka zdeklasowała mnie intelektualnie.