26.02.2014

No nijak nie da się rozpocząć dnia stwierdzeniem „dzięki ci Boże za ten piękny poranek”, bo „Ja pierdole!” samo się wyrywa pierwsze.
Zbudziłam się rano z bólem żołądka, łamaniem w kościach, dreszczami i sraczką.
Ale nie o tym dziś.
Otóż dzieciarnia w ilości dwóch sztuk w wielku cztery i dwa lata, wgramoliła mi się do barłogu, poskakała sobie, pośmiała się, naprodukowała hałasu, i kiedy już cała dzielnica była obudzona, dzieciarnia się zmęczyła i położyła się obok mnie spokojnie.
– Dziewczynki – zaczęłam pół żywa, – dziś nie idziemy do przedszkola, zostajemy w domu, bo mamusia jest chora.
– Oł noł! – zatroskała się Julka, lat dwa, po czym podmuchała i delikatnie pogłaskała bliznę po szczepieniu na moim ramieniu. – Tuli tuli – dodała i objęła mnie rączkami najszerzej jak umiała.
Dostała natychmiastowe uniewinnienie za wszystkie jatki dwuatka, jakie dotąd urządziła.

3 thoughts on “26.02.2014

Comments are closed.