Emeryci

Babcia i Dziadek z Polski nas nawiedzili. Siedemdziesiąt plus. Normalni ludzie w tym wieku boją się latać, ale nie oni.
Rozpakowali się, zjedli kolację i poszli spać. Zdążyłam oznajmić, że jutro mam kilka załatwień i niestety muszą się zająć sobą sami.
Rano, kiedy szykowałam dzieci do szkoły, Dziadek odbył poranną toaletę po czym zrobił trzydzieści pompek i trzydzieści przysiadów. Plus minus osiem, bo kazał liczyć trzy i półlatce, a u niej droga od jeden do trzydzieści wiedzie krętą ścieżką. Kiedy brał się za brzuszki wyszłam, bo zmęczyłam się od samego patrzenia. Poszłam na dół, gdzie Babcia studiowała atlas geograficzny w celu ostatecznego rozstrzygnięcia sporu z poprzedniego wieczora na temat czy mieszkam nad Kanałem La Manche czy nad Morzem Celtyckim, oraz wołała Dziadka, bo się w TVP Historia właśnie zaczynał program, na który czekali.
Kiedy odstawiłam dzieci do szkoły, załatwiłam swoje sprawy i wróciłam, nie było ich w domu. Zadzwoniłam.
– Wiesz co, jesteśmy w tym dziewiętnastowiecznym kościele na St Davids*, tym z cmentarzem wokół, wiesz którym?
– Tak tak, oczywiście – odpowiedziałam dziekując Bogu, że pięć lat temu rozkopali tam drogę i przypadkowo musiałam przejść obok tego kościoła, bo inaczej bym pojęcia nie miała, o czym do mnie moja rodziciekla mówi w pierwszym dniu wizyty w moim mieście.
– Wiesz co, ale będziemy później, bo jeszcze chcemy dziś zwiedzić ten drugi kościół, którego wieżę widać z twojego domu – oznajmiła i się rozłączyła.
Po powrocie prowadzili ożywioną dyskusję na temat różnic w wyspiarskiej i kontynentalnej architekturze pochodzącej z tego samego okresu, akurat na przykładzie architektury włoskiej, bo Dziadek ledwo co wrócił z autokarowej objazdówki po Włoszech.
– Aha, wiesz co – zwórcił się do mnie przypomniawszy sobie nagle oczymś. – Byłem w sklepie elektrycznym, pyałem o kabel zasilający typu AC 240V dwuprzewodowy. Nie mieli, ale powiedzieli, że będzie w sklepie Maplin, koło basenu. To niedaleko, prawda? Jutro tam pójdę – postanowił.
Wolałam nie pytać jak on się tego dowiedział, bo przez całe moje życie wiedziałam, że zna francuski, niemiecki i rosyjski. A jeśli niedawno od niechcenia nauczył się angielskiego, to nie chcę o tym wiedzieć. Na litość boską! Ja mam ich geny. Ja chcę moją emeryturę spędzić przed telewizorem, z gazetą. Na siedząco.

*Sąsiednia dzielnica, której nazwy na pewno im nie podawałam, bo i po co. Musi, że znaleźli plan miasta w mojej biblioteczce.