24 TYSIĄCE OSÓB Z ZŁOTÓWKĄ W RĘKU

24 TYSIĄCE OSÓB Z ZŁOTÓWKĄ W RĘKU

Taki miałam dzisiaj plan na przedpołudnie, żeby zrobić sobie kawkę, zasiąść na sofie w ciepłych kapciach z laptopem i napisać wam, jakie ciężkie życie jest, kiedy cztero i pół latka tak się rwie do nauki czytania przy śnaidaniu, że poplamiła owsianką książeczkę ze szkoły, kiedy prawie trzylatka ma infekcję pęcherza, więc siedzi w domu, dostaje antybiotyk, co kwadrans na hasło: „siku mamo” trzeba biegać pomagać jej w toalcie i buzia jej sie nie zamyka od czego można na dłuższą metę dostać szału, a ceną za kilka minut spokoju jest wystawa jej dzieł wykonanych z masy solnej wkomponowana w nowiutką podłogę w salonie, kiedy leje deszcz od tygdnia i kroi sie weekend w domu, a w planie był tenis. No i zawsze mogę jeszcze dorzucić do tego, że nie chce mi się porządnie ugotować, więc zatkam dzieci paluszkami rybnymi i frytkami, i spokojnie możecie mi współczuć, nie?
Siadłam, wyciagnęłam nogi, sprawdziłam pocztę, wywaliłam spam, patrzę czy jakieś nowe „lajki” na blogu. Jedno zaproszenie na imprezę „fejsbukową”. Nie lubię ich, ale czytelników potem i odciskami od walenia w klawiaturę zdobytych szanuję, więc sprawdzam co to i ryczę jak bóbr.

Link tutaj: 24 TYSIĄCE OSÓB Z ZŁOTÓWKĄ W RĘKU

Ta pani ma synka, który nie będzie czytał, nie będzie sam jadł frytek i biegał sam do toalety, wyklejał figurek z masy solnej i grał w tenisa. Nie wiadomo nawet, czy kiedykolwiek powie „mamo”.

Więc zamiast pisać dziś „o kupach”, ruszyłam tyłek z sofy, znalazłam w starych papierach login i hasło do mojego polskiego konta bakowego i zrobiłam przelew.
I już.