24.07.2014

Normalnie, se chyba zostane celebrytkom, że tak polecę Ferdkiem Kiepskim.
Zaczęło się od tego, że jakiś miesiąc temu poszłam na kolację z Muchą. Nie, nie przechodziłam obok restauracji i wydawało mi się, że ją widzę przez szybę, tylko normalnie się umówiłyśmy na kolację. Jadłyśmy, piłyśmy, Anka płaciła. Jak kto nie wierzy, to na świadka mam Leszka Żurka, bo przypadkowo siedział w pobliżu. Sądzę, że mnie pamięta, i to nie dlatego, że się nieco znietrzeźwiłam i bredziłam, ale dlatego że z postury i owalu twarzy bardzo przypominam aktualny wizerunek Olafa Lubaszenko. Tylko włosy mam krótsze. Także gwiazdorskie koneksje mam, w zasadzie mogłabym już zacząć celebryckie życie ściankowe, gdyby tylko producenci ścianek zechcieli je robić szersze, żebym nie zasłaniała całego logo.
A wczoraj listonosz przyniósł przesyłkę od koleżanki, czytelniczki bloga, którą znam wyłącznie przez internet. Z zamknętego forum na początku, a obecnie również z Facebooka. Ale na oczy nigdy się nie widziałyśmy. Nawet przez telefon nie rozmaiwałyśmy nigdy. Przysłała przecudną kiecę dla potomnej mojej młodszej. Na kiecy jest napis: „Anioł, nie dziecko!” Widać, że czyta bloga ze zrozumieniem.
Ale wracając do tematu. Można powiedzieć, że córki moje dostały pierwszy prezent od swojej fanki, tak?
No, to chyba sobie konto na Instagramie założę, bo to teraz obowiązkowe wśród gwiazd jest.