23.07.2014

Spacer nad rzeką.
– Mamo, kiedy będzie moje birthday*? – pyta czterolatka.
– Za dziesięć miesięcy – odpowiadam.
– To jest dużo sleeps**?
– Oj dużo, trzysta. Nie umiesz do tylu policzyć.
– Bo nie mam tyle paluszki?
– Własnie, masz tylko dziesięć paluszków. To jest mniej niż trzysta.
– Ja chcę mieć trzysta paluszki.
– Aniu, ludzie mają dziesięć. Ty też masz dziesięć.
– I ja, i ja! – do rozmowy włącza się dwulatka.
– Dobrze, to razem z Julką macie dwadzieścia. To i tak za mało.
– Jeszcze mam w nóżkach paluszki – zauważa przytomnie czterolatka.
– I ja, i ja! – dodaje dwulatka.
– Dobrze, to razem z nóżkami macie czterdzieści paluszków. To dalej za mało kochanie – ciągnę zauważając absurdalność kompletowania trzystu paluszków w celu odliczenia codziennie jednego z nich, jednocześnie stwierdzając, że dla kilkulatki bardziej absurdalne jest właśnie liczenie w kółko na tych samych palcach, a pokazanie jej trzystu palców naraz dałoby jej jakiś obraz ilości.
– Jeszcze mamy twoje paluszki mamo – ponownie przytomnie zauważa czterolatka.
– To z moimi paluszkami mamy sześćdziesiąt. To dalej za mało kochanie – odpowiadam.
– To skąd możemy mieć jeszcze więcej paluszki? Możemy ulosnąć w oglódku? – zastanawia się czterolatka.
– Nie glódku! – woła dwulatka. – Kupić paluszki!
Naprawdę, czasem się ich boję.

* urodziny
** spanie, w sensie ile razy trzeba pójsć spać