23.06.2014

Będąc samodzielną matką cierpiącą na permanentny deficyt waluty zostałam fanką recyklingu ubranek dla dzieci. I w dodatku, kiedy będę już obrzydliwie bogata, dalej będę mogła nią być, gdyż proceder ten jest cool, posh i eco i tak po prostu wypada. Całe szczęście. Aczkolwiek jeśli utrzymam dotychczasowe tempo powiększania majątku, to wszystko wskazuje na to, że nie będę miała już wtedy kogo ubierać w owe ciuszki. Tak mi się przynajmniej wydawało, ale moja czteroletnia córka wyprowadziła mnie dziś z błędu.
Otóż bowiem pomimo, że mój głowny wkład w rynek wtórny ubrań dziecięcych to kreowanie popytu, bo po znoszeniu ciucha przez dwie moje księżniczki nie ma z czym już tworzyć podaży, to się jednak zdarza, że coś mam na zbyciu, i dzisiaj właśnie kiedy oczekiwałyśmy na przybycie koleżanki, przygotowałam dla niej papcie z wizerunkiem Peppa Pig.
– Damy je Gabrysi, bo jest mniejsza od was i będą na nią dobre – powiedziałam, a dzieci się bardzo ucieszyły, bo lubią dawać prezenty.
– Ale mamo  – zaczęła po chwili zastanowienia Ania, – jak Gabrysia już z nich wyrośnie, a my z Julką bedziemy duże i urodzimy nasze córeczki, to Gabrysia nam odda te papcie dla naszych córeczek, dobrze?
No, to mogę spać spokojnie. Ma kto po mnie przejąć pałeczkę.