22.07.2014

Moja młodsza potomna, lat dwa, chodzi od kilku miesięcy do przedszkola i, jakby to ująć, robi postępy. Od razu nauczyła się gryźć (dzieci znaczy, bo pokarmy gryzła już wcześniej), wyzywać (smelly, stinky, silly)*, kłaść się na ziemii i drzeć „noooł”, kiedy jej się coś nie podoba.
Nie ma wątpliwości, że nie zna tych zachowań ani ode mnie, ani od starszej siostry. Wyłącznie z  przedszkola. I nawet już się zaczynałam zastanawiać, że to chyba nie jest dobrze, że dziecko powiela wzorce wyłącznie przedszkolne, a kompletnie przestało naśladować matkę.
Aż tu nagle dziś:
– Maaamooo! – woła mnie z ogródka.
Nie reaguję, bo akurat pilnie odgruzowuję kuchnię po drobnym liftingu dokonanym poprzedniego dnia wyrzynarką przez kolegę.
– Maaamooo!!! – drze się głośniej.
Nie chce mi się rzucać szmaty, ale drze się tak, że w trosce o uszy sąsiadów w końcu po piątym razie idę.
– Słucham? – mówię wchdząc na taras.
– Nie szkadzaj. Jestem zajęta – odpowiada.
No, czyli jednak matkę też naśladuje. Co za ulga.

* śmierdzący, cuchnący, głupiutki