22.03.2014

Jak już pewnie wcześniej wspominałam, z powodu niedomagań zdrowotnych, od kilku miesięcy moj ośrodek życia przeniósł się na sofę i oscyluje wokół pilota do telewizora. Życie towarzyskie moich dzieci toczy się natomiast odwrotnie proporcjonalnie do mojego, gdyż co rusz któraś moja koleżanka zabiera je do siebie.
Nie żebym nie kochała, w końcu urodziłam, wykarmiłam, to i przywiązałam się trochę, ale widok potworów pakujących walizki, żeby jechać na dwa dni do cioci zaliczam do bezcennych.
Ostatnio wróciły bardzo stęsknione i Ania zażyczyła sobie spać w moim łóżku.
Chiałam się wykręcić, ale się uparła. To pozwoliłam. Odniosłam do jej łóżka jak tylko zasnęła, ale wróciła. Odniosłam znów.  Znów wróciła.
– Mamusiu, ja chcę śpić tutaj z tobom i siem tutaj zbudzić – poinformowała przy około czwartym powrocie, żebym się nie męczyła nadaremnie.
I tak cały tydzień. A ja z tych, co z dzieckiem w łóżku się nie wyśpią.
Po tygodniu bez snu poczułam lekkie zmęczenie.
– Aniu, a skoro jesteś już taka duża, że niedługo masz urodziny, to może wrócisz spać do swojego łóżka dziś w nocy? – Rozpoczęłam podchody.
– Dobrze, ale powiedz Julce, żeby nie skakała po mnie rano jak się zbudzi – zgodziła się niespodziewanie.
– To dlatego chcesz spać ze mną? Bo cię Julka rano budzi?
– Tak.
Nosz ja piernicze! Wystarczyło jej w gościnnym pościelić na sofie.