21.06.2012

Na pierwszy spacer z dwoma córkami wybrałam się w piękny, słoneczny dzień około cztery miesiące temu. Poszłyśmy pod katedrę, którą okalają tereny zielone służące do wylegiwania się na nich.
Wypuściłam z wózka Anię, Julka spała. Nie było sensu się rozsiadać, gdyż Ania cierpi na dalekowzroczność, tzn. jak każde dziecko goni po trawniku i czasem ogląda się za mamą, żeby nie stracić jej z oczu, jednakże dla większości dzieci maksymalny dystans jaki osiągają to kilkadziesiąt metrów, natomiast dla dziecka dalekowzrocznego dystans ten jest dużo większy, toteż mamusia takowego nie zalega sobie na trawie, ale się przemieszcza, coby dziecięcia z oczu swych nie stracić, bo mamusie z natury rzeczy, a już Matki Polki w szczególności, dalekowzroczne raczej nie są.
Tego dnia jednak miałam dużo szczęścia i tuż obok rozsiadła się pani z córeczką i synkiem w wieku lat około ośmiu, którzy mieli piłkę, i bawili się nią z Anią. Być może dlatego, że zawłaszczyła sobie ona tę piłkę i nie mieli wyjścia. Ważne, że ku mej radości trzymali się wszyscy blisko mnie i mogłam spokojnie zasiąść na trawie.
Po jakimś jednak czasie państwo towarzystwo pozbierali się, schowali piłkę i zaczęli się oddalać.
Ania patrzyła raz na nich, raz na mnie i była wyraźnie zasmucona. Akurat karmiłam Julkę i nie mogłam wstać, więc zaczęłam Anię do mnie wołać. Ale ona dalej stała i patrzyła zasmucona na oddalających się właścicieli piłki.
– Aniu, dziewczynka i chłopczyk poszli ze swoją mamusią do swojego domku. Powiedz im „papa” i chodź do mnie. Oni już poszli, powiedz im „papa” – powtarzałam jej w kółko, bo widziałam, że w każdej chwili może ryknąć płaczem.
Właściciele piłki zatrzymali się i patrzyli to na mnie to na Anię, chcieli widać przypilnować, żeby dziecko wróciło do mnie na kocyk. Niestety efekt był odwrotny, bo im dłużej stali i czekali, tym dłużej Ania myślała, że jeszcze wrócą.
– Aniu, powiedz „papa” dziewczynce i chłopczykowi – powtórzyłam po raz kolejny.
– Papa – powiedziała w końcu moja rezolutna córeczka machając do mnie rączką i ruszyła żwawo za piłką i jej właścicielami.