Jak żyć? (26)

Kiedy po dwunastu latach życia w Wielkiej Brytanii i po dziewięciu latach od urodzenia pierwszej potomnej nagle rozumiesz, że nie masz jakiegoś znaczącego defektu mózgu, i że nie potrafisz zapamiętać kiedy jest Dzień Matki datego, że tutaj jest to święto ruchome.

Jak wybrać się na mecz na Wembley, poradnik subiektywny

  1. Wybierz mecz, który jest mało ważny, co gwarantuje ci tanie bilety, ale gra w nim ważna drużyna, co gwarantuje ci pełny stadion. Eliminacje do ME 2020, Anglia-Czechy pasuje idealnie.
  2. Kup bilety w strefie rodzinnej, dla siebie i dwójki małoletnich. Jako małoletnie zorganizuj sobie dwie sztuki poniżej dziesiątego roku życia, koniecznie płci żeńskiej.
  3. Zwolnij małoletnie ze szkoły zaraz po lunch’u. W formularzu zwolnienia wpisz prawdę, że zabierasz je na mecz na Wembley. Odbierając je ze szkoły przyjmij od pań w sekretariacie cichą, bo nieoficjalną owację, że jako rodzice popierają ten wyjazd i chętnie zrobiły by tak samo, co nie zmeinia faktu, że w papierach te pół dnia będzie nieusprawiedliwione, bo tylko chorobę dziecka się usprawiedliwia. Na wieść nieusprawiedliwienia nieobecności wykonaj demonstracyjne wzruszenie ramion i wywołaj salwę śmiechu pań, które na temat obowiązujących przepisów mają zdanie podobne do twojego.
  4. Po drodze na dworzec spotkaj byłego wychowawcę swojej młodszej potomnej, uwielbianego powszechnie młodego, entuzjastycznego człowieka, który miesiąc wcześniej odszedł na urlop tacierzyński, żeby opiekować się swoją półroczną córką, kiedy jego żona wróciła na pełen etat do pracy. Wychowawca pochwali się dwoma pierwszymi ząbkami swojej ślicznej potomnej ulokowanej w wózku, ty pochwalisz się, gdzie się właśnie z dziećmi udajesz, i uzyskasz pełne poparcie pomysłu, z komentarzem, że takie doświadczenia są dla dzieci bardzo wartościowe edukacyjnie, co niechcący przekona ostatecznie twoją starszą córkę, która ma do ciebie wyraźne pretensje, że dwa razy do roku wracając z nart z Polski spóźniamy się do szkoły o trzy dni, bo tak nam tanie loty pasują, żeby więcej pretensji nie miała, bo sami nauczyciele popierają takie wyjazdy, tylko nie zawsze wypada im to oficjalnie powiedzieć.
  5. Czterogodzinną podróż do Londynu prześpij spokojnie, dziękując losowi, że dzieci wyrosły już z choroby lokomocyjnej. Twój styl prowadzenia pojazdów wyleczyłby każdego. Prawdę mówiąc, podróż z tobą jako kierowcą samochodu leczy również zaparcia.
  6. Wysiądź z autobusu, wejdź do odpowiedniej stacji metra i zorientuj się, że jest już miminalnie za późno na przemyślenie kwestii bezpieczeństwa dotrcia na stadion z dwoma dziewczykami poniżej dziesiątego roku życia, kiedy tą samą linią metra będzie próbowało dotrzeć tam pozostałe dziewięćdziesiąt tysięcy podekscytowanych i niejednokrotnie nieidealnie trzeźwych kibiców płci głównie męskiej.
  7. Daj się tłumowi wniesć do wagonu. Około godzinną jazdę spędź ściśnięta jak śledź do tego stopnia, że podniesienie ręki z butelką wody w celu napicia się jej, urośnie do rangi przedsięwzięcia logistyczno-gimnastycznego. Poraz kolejny również doceń pomysłowość rekruterów londyńskiego metra, którzy na stanowiska maszynistów zatrudniają profesjonalnych komików, którzy zabawiają podróżnych taką formą podawania komunikatów, że rozładowują każde napięcie i podróżny ma wrażenie że kupił bilet na stand up.
  8. Daj się tłumowi wynieść z wagonu. Daj spokojnie towarzyszącym ci potomym odpowiedzieć kilkadziesiąt razy na pytania typu: „Dziewczyny, naprawdę jedziecie na mecz? Jesteście kibickami? Będziecie wspierać naszą drużynę?”, a nastepnie daj się przekonać tłumowi, że prawdziwej angielskiej krwi nikt nie oszuka. Daj sobie ustępować drogi, przepuszczać cię na schodach, „Ladies first, after you ma’am”*, i z zasadzie, jakby mieli pod pachą, to by ci czerwony dywan rozwinęli. Cudeńko.
  9. Przejdź przez bramki, kontrolę zawartości torebki, znajdź swoje miejsa, usiądź, wstań, odśpiewaj „God Save the Queen”**, usiądź, krzycz, klaszcz, bucz, machaj flagą, bierz udział w fali okrążającej trybuny czterokrotnie, delektuj się.
  10. W połowie pierwszej połowy przyjmij zgłoszenie odczuwania głodu przez potomne i wpadnij na pomysł, że nie czekasz na przerwę, kiedy dziewięćdziesiąt tysięcy ludzi w tej samej chwili będzie chciało się wysikać i coś zjeść, tylko skocz od razu do bufetu. Wracając trzy minuty później z trzema hotdogami  w ręce i paczką chipsów pod pachą, oraz piwem w plastikowym kubku w drugiej, odbij się od obsługi, która oznajmi, że z piwem na trybuny nie wiejdziesz. Wróć do lady, gdzie kupiłaś piwo i poproś, żeby przelali ci je do kubka z napisem „cola”, przykryli przykrywką i wsadzili słomkę. Młodziutki, wystraszony chłopaczek odmówi ci, na co szlag cię trafi i zaklniesz siarczyście. Bo to ty jesteś tą wredną, upierdliwą matką, tym złym policjantem, który pilnuje zawsze wszsytkich zakazów i nakazów, to ty stoisz nad trawnikiem, po którym latają dziesiątki dzieci i mówisz do swoich zrozpaczonych i pokrzywdzonych przez los małoletnich: „Nie obchodzi mnie, że inni rodzice pozwalają swoim dzieciom biegać. Tu jest zakaz deptania trawników i my się do niego stosujemy. Koniec i kropka.” I za to, za tę poprawną politycznie postawę obywatelską, za to tresowanie młodego pokolenia, jak raz, jeden jedyny potrzebujesz złamać dla siebie zakaz, to cholera właśnie tobie musiał się trafić cholerny służbista. Prosisz go dwa razy, tłumaczysz, że dzieci tam same, głodne, na strawę czekaja, zaraz zaczną panikować, że matki długo nie ma, ale ten nieugięty. Na co pojawi się jego przełożony, wiekiem do niego zbliżony, czyli ledwie pełnoletni na oko, ale dumnie na klacie, no, wątłej klateczce raczej, noszący plakietkę „manager”, który dla pokazania swojej władzy opierdoli młodego, że oto kobita stoi, ketchup jej po ręce cieknie, dzieci głodne czekają, w strefie rodzinnej siedzi przecież, czy ona wygląda na terrorystkę która się jednym piwem napierdoli i wysadzi zaraz pól stadionu? Dajże się kobiecinie piwa napić, jak się z domu raz wyrwała. I czym prędzej osobiście przeleje ci piwo do kubka na colę. Wróć więc na trybuny, daj dzieciom jeść i delektuj się.
  11. Mecz jak mecz. Pięć zero dla towich. Od czwartego gola pogrom jaki twoja drużyna zgotowała przeciwnokom w zasadzie stał się nudny, więc dla urozmaicenia ostatni gol to samobój.
  12. Po końcowym gwizdku, poraz drugi w życiu, bo drugi raz jesteś na Wembley na meczu, nie wychodź z podziwu dla geniuszu projektantów stadionu i organizacji obsługi, dzięki którym dziewięćdziesiąt tysięcy ludzi opuszcza stadion bez pośpiechu i ścisku w piętnascie minut.
  13. Znajdź swój przystanek, stwierdź, że autobus ci własnie uciekł i stoi w korku kilkanaście metrów dalej. Dogoń go, uśmiechnij się do kierowcy, żeby otwarł ci drzwi. Wejdź do autobusu, nie zapłać za podróż, bo między przystankami czytnik kart nie chce zadziałać. Usiądź wygodnie w pierwszym rzędzie na górze. Na najbliższym przystanku przekonaj się, że pomyliłaś przystanki i byłaś na tym o jeden wcześniejszym niż planowałaś, dzieki czemu siedzisz wygodnie, a dziewięćdziesiąt tysięcy ludzi usiłuje do twojego autobusu wsiąść dopiero teraz.
  14. Udaj się spokojnie na kolację i nocleg do przyjaciół.
  15. Zasypiaj myśląc o tym, gdzie udacie się we trzy następnym razem.

* Panie przodem itp.
** hymn narodowy

Jak żyć? (25)

Kiedy zadowolenie, że dzieci są już tak duże, że same robią sobie kanapki na kolację kiedy ty leżysz na sofie przed telewizorem, przechodzi niespodziewanie we frustrację, że właściwie dlaczego nie robią też kanapki dla ciebie?

Życie w cytatach (61)

Julia, lat siedem. Przy obiedzie.
– Mamo, nie chcę tego kefiru.
– Dziecko, sama sobie nalałaś. Nikt cię nie zmuszał. Wypij pół, dobrze?
– Ok. Wypiłam. Jest pół kubka, widzisz?
– Tak. A ciekawe ile by zostało, jakbyś z tego wypiła jeszcze połowę, nie?
– Jedna czwarta mamo. W szkole uczą nas maths*. I nie wypiję.

* matematyka

Jak żyć? (24)

Kiedy jako osoba, która chętnie je na mieście, czy to świętując specjalne okazje, czy z powodu spontanicznego braku chęci do gotowania obiadu, albo z chęci spróbowania czegoś nowego, a jednocześnie nie lubisz i stronisz od kawiarni i przesiadywania na kawce, bo to zupełnie nie twoja bajka, twoje znajomości i przyjaźnie opierają się na wspólnym robieniu przeróżnych rzeczy, ale nigdy na przesiadywaniu na kawce, i nagle dowiadujesz się, że twoja dziewięcioletnia córka na tegoroczne urodziny nie chce przyęcia, tylko chciałaby zabrać dwie najbliższe przyjaciółki do kawiarni na ciastko i herbatę. Pytasz więc googla i fejsbuka, które lokale w miescie polecają dla dziewczynek, bo sama nie znasz żadnego, nawet nie potrafisz wymienić nazw kawiarni codziennie mijanych w drodze do pracy, i w odpowiedzi dostajesz listę kilkunastu lokali polecanych w twojej okolicy.
I dociera do ciebie, że teraz musisz każde z tych miejsc odwiedzić, żeby dziecko mogło wybrać.

Życie w cytatach (60)

Julia, lat siedem oraz Anna, lat dziewięć. Przy kolacji.
Ja: Co tam dziewczyny w szkole?
J: A powiedział, że jestem sexy.
Ja: Miał na myśli, że jesteś miła i ładna.
J: Nie. Miał na myśli, że jestem sexy.
Ja: Dziecko, siedmioletek nie może rozumieć znaczenia słowa sexy.
A: Może. Ja mam dziewięć i od dawna wiem, że sexy to znaczy sexually attractive.
Ja: Owszem, to znaczy atrakcyjny seksualnie, masz rację, ale w waszym wieku nie wiecie jeszcze co dokładnie znaczy seks.
A: Wiemy.
Ja: Wiecie, że jak dwoje ludzi się kocha, albo przynajmniej lubi, to okazują sobie to przez całowanie i przytulanie się nago.
J: Na łóżku.
Ja: Zazwyczaj. Ale niekoniecznie. Wracając do tematu: nie znacie z tego co wiem technicznych szczegółów, kto komu co wsadza.
J: Znamy. Pan wsadza siusiaka do siusi pani.
A: I dorosłym sprawia to przyjemność.
J: A dla dzieci to jest fuuuj.
A: To jest jak z piwem. Dzieci nie lubią, a jak dorosną to już im smakuje.
Ja: I skąd wy to wszystko wiecie?
J: Od ciebie przecież.
A: Jeszcze wiemy, że czasem się zakochają dwie panie, albo dwóch panów, i też robią seks, ale wtedy nie mają dzieci, bo dzieci mogą być tyko jak seks robi pani i pan.
Ja: A to już wiecie ze szkoły?
A: Nie, od ciebie. W szkole tego uczą dopiero w seconrady*. Julka podaj mi sól proszę.
J: Masz.
A: Dziękuję. Mamo, ty soliłaś tego kurczaka w ogóle czy zapomniałaś?

* gimnazjum