Przesilenie

Dopadło nas coś w rodzaju zmęczenia materiału. To znaczy one są marudne, jęczące, kłócą się, skarżą i płaczą co chwila. Ja poirytowana, warcząca na nie albo opędzająca się od nich. Nie wiem, czy to lato, te upały pierwsze od chyba dziesięciu lat intensywne, włóczenie się po plażach po szkole oraz po kempingach w weekendy, fala przyjęć urodzinowych, szkolnych festynów, pokazów i wycieczek, ale naprawdę, mamy już wszystkie trzy serdecznie dość i zmęczenie wyłazi z nas każdym porem.
Tak wiec kiedy wczoraj poraz kolejny o dwudziestej trzydzieści, kiedy od pół godziny mają spać, ewentualnie czytać w łóżkach a ja chcę w ciszy odpocząć, a tymczasem jedna się drze, że zgubiła pod namiotem pastę do zębów i inną myć nie będzie, a druga złazi do mnie na dół trzeci raz pod pretekstem hiper ważnej rozmowy na  extremalnie ważny temat, a ja zamiast zapytać o co chcodzi, wydarłam się, że mają mi zejść z oczu i nie chcę ich widzieć ani słyszeć do chwili, kiedy rano zadzwoni mój budzik, więc się uciszyły i uciekły w popłochu, to natychmiast potem pomysalałam sobie, że takim sposobem nie doczekam się za kilka lat córek z zaufaniem przychodzących do mnie ze swoimi rozterkami, lecz lokatorek, które wiedzą, że nie ma co ze mną gadać, bo mam je w dupie, i zamiast mieć z nimi dobrą relację i wiedzieć co im w głowach i sercach siedzi, będę w panice prosić los, żeby trafiły na kumatych chłopaków, którzy wiedzą jak używać gumek, żeby mi się późne macierzyństwo nie zbilansowało wczesnym niańczeniem wnucząt.
Zasypiałam z myślą, że od rana nie będę pić kawy, tylko melisę, najlepiej kilka razy dziennie, żeby na popołudnie i wieczór być wyluzowaną, cierpliwą, wyrozumiałą, rozmowną i zainteresowaną życiem swoich pociech matką.
Nie zdążyłam. Zwierzenia sercowe moich potomnych nie dopadły mnie ani za kilka lat, ani nawet następnego dnia wieczorem, ale natychmiast następnego poranka.
– Wiesz mamo – zaczęła przy śniadaniu moja młodsza ratolośl, lat sześć i pół. – Wszytkie dziewczynki w klasie kochają D., tylko ja jedna nie. I dlatego on kocha tylko mnie – wyłożyła zwięźle osobiście przez siebie odkrytą konstrukcję świata obowiązującą od zarania dziejów.
A niech ją. Ta to „se” poradzi.

Jak żyć? (6)

Kiedy wracasz z działki z wiadrem malin i drugim, czarnych porzeczek. Płuczesz, nasypujesz dużą garść jednych i drugich do miseczki, posypujesz cukrem.
„Ja jestem z pokolenia, któremu nie limitowano cukru w dzieciństwie, bo cukeir krzpił, wiec bym wsypała sobie ze sześć łyżeczek, ale moje mają pecha i są z pokolenia kiedy cukier to biała śmierć, więc dostaną po jednej łyżeczce” – myślisz, i wtedy:
– Co? Z cukrem? To przecież niezdrowe. Ja poproszę same owoce – mówi do ciebie twoja ośmioletnia pierworodna.

Kartka z kalendarza (22)

Trzydziesty czerwca anno domini 2018.
Mundial w Rosji na półmetku. Wylecieli już mistrzowie świata, mistrzowie Europy i Polska.
W kraju wspomina się zmarłą dziś Pierwdzą Damę polskiego sportu, Irenę Szewińską.
Smutny dzień, dzień zadumy, nie ma co silić się na żarty z rzeczywistości, jednakże ja w pamiętniczku zaznaczyć muszę, że dnia tego poraz pierwszy w moim i córek życiu, zjadłyśmy na kolację ziemniaki z koperkiem, własnoręcznie i osobiście przez nas sadzone, podlewane i zbierane. Młodsza tak była podekscytowana, że z wrażenia zapomniała, że nie lubi kefiru, i wypiła.