Katrka z kalendarza (14)

Osiemnasty listopada anno domini 2017.
Na kilka dni Wisła została pępkiem świata. Pełna mobilizacja firnu na skoczni imienia Adama Małysza z okazji pierwszych w sezonie zawodów pucharu świata w skokach narciarskich. Poza tym na swiecie nie dzieje się kompletnie nic, życie zamiera, oczy narodów skierowane są na skocznię.
I tego właśnie dnia, córka moja młodsza, lat prawie sześć o imieniu Julia, kiedym ją z dołu poinformowała, żeby się przygotowała, bo za pięć minut wychodzimy z domu żeby odebrać jej siostrę z zajęć, otóż potomna moja odkrzyknąwszy „OK”, nie poszła sie wysikać, co miałam na myśli prosząc ją o przygotowanie się.
Otóż poszła do łazienki, gdzie wlepiając się w lustro, pomalowała usta błyszczykiem malinowym.
I była gotowa.

Kartka z kalendarza (13)

Diewiąty listopada anno domini 2017.
Państwo wybaczą, ale co we świecie słychać, to ja nie wiem, bom w afekcie będąc, endorfinowo-adrenalinowym, zarezerwowała dni temu kilka wczasy na narty w szczycie sezonu w topowym resorcie, tak więc aktualnie, ażeby afekt ten niefortunny pokryć gotówką, funkcjonuję naprzemiennie w dwóch trybach: „nadgodziny” oraz „padła na pysk”, które to oba stany egzystencji śledzenie informacji ze świata wykluczają.
Lokalnie zaś, mieliśmy święto narodowe 5 listopada i kraj na tydzień ogarnęła doroczna fala fajerwerków, tom i ja bilety na pokaz organizowany przez naszą podstawówkę zakupiła i dzieci zaprowadziła. Festyn bez szału, hot-dogi i świecidełka, ale same fajerwerki trzeba przyznać, na poziomie. A już finał, kiedy salwy strzelały hurtowo i na czas w rytm „Let it go” wydobywającego się z dwóch potężnej mocy głośników i kilkuset nieletnich rozdartych na cały regulator paszczy, naprawdę imponujący. Kto był, ten wie.
Ale co mnie to obchodzi, jak kilka godzin wcześniej, dziecię moje pierworodne przyniosło ze szkoły imienne zaproszenie na uniwersytet, na całodniowe opłacone przez szkołę zajęcia z pisarstwa dla dzieci, które jak określiła moja znajoma, rokują akademicko.
Także panie, panowie, to już oficjalne. Wysyłam siedmio i półlatkę na uniwerek.

Życie w cytatach (30)

Przy obiedzie. Ania, lat siedem i pół. Julia – pięć i pół.
– Julka, co dziś było ciekawego w szkole?
– Nina pokazywała kamień z wolkano. Wiesz mamo, że w środku wolkano jest magma, a jak wolkano eraptuje to jest lawa. I jak lawa się zrobi zimna, to jest kamień. I Nina była na jej holidej na taki wolkano, który eraptował dawno temu, i Nina pojechała na sam strych tego wolkano, to znaczy na czubek, i tam zabrała kamień z wolkano i pokazała nam w szkole.
– Fantastycznie kochanie. Aniu, a u ciebie co ciekawego?
– Ja dzisiaj miałam partnera do nauki Kriszcziana, i mieliśmy na tablecie serczować w google kto był pierwszy man na Moon. I wyseroczraliśmy, że najpierw wysłali małpę i pieska, ale one nie surwajwały, a potem wysłali człowieka, i on spacerował po Moon, i to była Miszyn Apollo Eleven.