Głosowanie zakończone

Bardzo dziękuję za oddane głosy. Było ich 82, czyli o jakieś 60 więcej, niż sobie skrycie marzyłam, że będzie. A jeszcze było parę, o których wiem, że poszły, tylko się nie liczyły, bo nie były z polskich numerów. Także baterie mam naladowane na jakiś czas, co ważne jest, bo przede mną tydzień ferii.

Do kolejnego etapu konkursu nie przeszłam, co nie jest zaskoczeniem – nie szaleje na fejsie, tliterze i instagramie codziennie, to i kłopot z wygrana za małego auta mam z głowy. Może za rok, jakby terenowy oferowali, wysoko zawieszony, z napędem na cztery, żeby moje BMI uciagnal… Wtedy się zastanowie.

Tymczasem dziękuję raz jeszcze i wracam do normalnego pisania, z bliżej nieokreśloną częstotliwością, za to na niezmienny temat – jakie ciezkie moje zycie oraz jakie madre i piękne moje dzieci.

Głosowanie trwa

Konkurs na Blog Roku trwa. Liczba głosów oddanych na mnie przekroczyła 50, co napawa mnie dumą i poczuciem, że jest sens robienia z siebie idiotki, a łzy wylane przez moją rodzicielke nad splamionym honorem rodziny nie idą całkiem na marne. Jednocześnie tenze wzrost liczby głosów nie zmienił mojej pozycji w rankingu, co prowadzi do zaskakujacego wniosku, że na inne blogi też ktoś glosuje.

Pozostaje wiec pod wrazeniem dyplomatycznego kompromisu wypracowanego przez czytelników pomiędzy moim dobrym samopoczuciem a zdrowiem psychicznym pani Edyty Jungowskiej. Ponieważ głosowanie kończy się pojutrze i zadnego zmasowanego ataku sms’ow nie nalezy sie juz spodziewac, to o walentynkowy wieczór wyżej wymienionej możemy być spokojni.

Zresztą bądźmy szczerzy – mnie wygranie tego konkursu nie na rękę jest. Ja się przecież do Fiata 500 nie zmieszcze.

socialImgUn-1

Z poradnika Umęczonej Matki Polki – porada III

Jeśli od kilku lat twoja codzienna toaleta to dwuminutowy prysznic, w półotwartej kabinie, żeby słyszeć, czy się zbudziły i ryczą, czy są głodne i ryczą, albo czy się leją i ryczą, a marzenia o długiej relaksującej kąpieli odkładasz na późne wieczory, kiedy śpią już na amen, oczywiście wieczorem nie mając już ochoty na nic innego, niż przyłożenie głowy do poduszki, odkładasz kąpiel na jutro, i jeżeli pewnego dnia w samo południe wpadniesz na ekstrawagancki pomysł napełnienia wanny wodą, bo skoro najedzona i wysmarkana trzylatka jest wyjątkowo zajęta lalkami i nic od ciebie nie chce, a siostrę ma w szkole, więc się nie ma z kim lać, dobrze się zastanów.
Bo czy naprawdę chodzi ci o to, żeby zanurzyć się w ciepłej, pachnącej  wodzie z pianą, rozluźnić, zamknąć oczy i natychmiast usłyszeć: „Mamo! Zlobiłam!” dobiegające wraz z nie pozostawiającym wątpliwości zapachem z ulokowanej na drugim końcu korytarza toalety?

Głosowanie

Nie liczę na to, że wygram samochód, choć byłoby miło. Liczę na garść sms’ów i jakiś wynikający z nich wzrost popularnosci. To mi zawsze poprawia humor. Także do dzieła! Proszę słać sms’y z telefonów swoich, mężów, żon, dzieci, babć i sąsiadek. Głosowanie trwa do 10 lutego, koszt 1,23 zł przeznaczony na fundację Dzieci Niczyje. Z góry dziękuję.

socialImgUn-1

 

Rozterka

Jest oczywiste, że konkursie na Blog Roku żadnych realnych szans nie mam. Mój blog nie jest parentingowy, nie recenzuję, nie reklamuję, nie wrzucam fotek outfitów. Zwyczajnie piszę pamiętnik o dzieciach. I mam czytelników, nie target. W dodatku nie jestem ani pro, ani anty, ani nawet eco. Jedyne co jestem, to passe. Także bez szans.
Tymczasem po pierwszych dniach głosowania jestem na zaskakująco wysokiej, trzydziestej czwartej pozycji wśród stu iluśtam złgoszonych blogów. Do przejścia do następnego etapu musiałabym być w pierwszej dziesiątce, czyli raptem bagatela jakieś 250 głosów brakuje.
Normalnie już z wrażenia miałam lecieć kupować głosy na jakiejś aukcji, ale sobie przypomniałam, że kolejny etap konkursu polegana tym, że pierwszą dziesiątkę blogów będzie musiała bardzo uważnie przeczytać pani Edyta Jungowska, i kurczę, się opamiętałam. Lubię kobietę, nic mi nie zrobiła, to co jej będę psuć weekend, nie? Czujecie, w Walentynki przymusowo czytać o kupkach i zupkach? Trauma na całe życie. Także chyba się nad nią ulituje.
Tylko się teraz boję, że się antyfani siostry Bodzenki znajdą i nastukają tych sms’ów. Z góry przepraszam.

Królik

Do przedszkola, czyli placówki, do której brytyjskie niepracujące wyrodne matki odstawiają swoje latorośle za darmo codziennie na trzy godziny, żeby móc w tym czasie pławić się w luksusie przytargania siat z zakupami bez pochylania się nad każdym patyczkiem i kamyczkiem, bez nadrabiania kilometra, żeby bezboleśnie ominąć plac zabaw w dni parzyste, lub nastawić gar zupy i powiesić pranie bez przerw na podcieranie tyłków w dni nieparzyste, moja trzylatka uczęszcza już od dziesięciu miesięcy.
I dzień w dzień przerabiamy ten sam scenariusz przy wyjściu z domu, bo dziecina musi zabrać ze sobą jakąś zabawkę. Na nic prośby i tłumaczenia, że tam są zabawki i że nie wolno. Widzę, że jej zależy, kłócić mi się z nią nie chce ani płaczów słuchać, więc nosi.
Mniej więcej w połowie drogi powrotnej do domu wpada w szloch, bo przypomina sobie, że Ben, czyli wychowawca, położył zabawkę na specjalnej półeczce, żeby poczekała i się nie zgubiła. I tak codzienie. Jakaś figurka, misiek jakiś, cokolwiek.
Aż tu tydzień temu, wkracza do przedpokoju dziecię z ogromnym pluszowym królikiem pod pachą. Łapy mu się wloką po podłodze metr za nią. Po minie kierowniczki widzę, że nie mam co zaczynać negocjacji, bo tylko wyjdę na niekonsekwentną, kiedy się zmęczę i ostatecznie zgodzę. Informuję tylko, że sama będzie niosła królika całą drogę i wychodzimy.
Odstawiamy pięciolatkę do szkoły i kierujemy się do przedszkola. Sapie, ledwie niesie, ale twarda jest, idzie.
– Widzisz Julka, tak się namęczysz, a Ben i tak posadzi królika na półeczce – zagaduję.
– Nie posadzi. Klólik za duzy na półecke. Ja bendem bawiła – odpowiada z błyskiem w oku i aż przyśpiesza z podniecenia.
I faktycznie. Ben był pod wrażeniem jej determinacji. Spędziła przeszczęśliwa trzy godziny dzierżąc pod pachą większe od siebie, pluszowe zwierzę. Od tego czasu nic już ze sobą do przedszkola nie zabiera.
Moja mała kobietka, ma trzy lata i już odkryła, że facetwi trzeba przytakiwać, a po cichu, konsekwentnie robić swoje.