29.03.2014

Babcia, lat 70+.
– Ja to już czuję, że się starzeję. Już mi się myli czasem coś, zapominam.
– Co ty mówisz? – dziwię się. – Jak na swój wiek, jesteś intelektualnie w znakomitej kondycji przecież.
– Oj nie, już bym z dziećmi lekcji nie odrobiła z matematyki na przykład. Taki logarytm, to bym jeszcze policzyła, ale definicji nie pamiętam. A całki? W ogóle nie pamiętam, jak całki liczyć.
Ja pierniczę. Ja znam wzór na deltę. To się jeszcze jakoś trzymam, nie?

24.03.2014

Julia, lat dwa. Wyciągnięta z wanny i owinięta ręcznikiem przez babcię, której nie widziała przez ostatnie pół roku.
– PRRR… – chwali się babci nowo opanowaną umiejętnością „pierdzenia” ustami z wywalonym na wierzch językiem.
– Nie rób tak, to brzydko – odpowiada babcia.
– PRRR… – dziecko chwali się ponownie.
– Julka, nie rób tak – powtarza babcia.
– PRRR!!! – dziecię rozkręca się z entuzjazmem.
– Julia. Nie. – Babcia nie odpuszcza.
– Buju! – odpowiada jej Julka. – PRRR! – pluje znów i podskauje z radości.
– Nie. Nie wolno – nie odpuszcza babcia.
– Buju! – Znów powtarza Julka. I znów pluje z radości tupiąc nóżami.
– Mamusiu, Julka jest niegrzeczna. Co mam zrobić? – Pyta mnie babcia.
– Powiedz do niej: „Nie rób tak, zbóju.” – odpowiadam.
– PRRR!!! – dziecko ponawia próbę i aż kwiczy z radości.
– Nie rób tak zbóju – odpowiada jej babcia.
– Jeeej! Bravo babcia! Hura! – dziecię klaszcze w dłonie i skończywszy zabawę zabiera się za wycieranie.
Babcia przyleciała na dwa tygodnie. Zdążą ją nauczyć wszystkich ulubionych zabaw.

22.03.2014

Jak już pewnie wcześniej wspominałam, z powodu niedomagań zdrowotnych, od kilku miesięcy moj ośrodek życia przeniósł się na sofę i oscyluje wokół pilota do telewizora. Życie towarzyskie moich dzieci toczy się natomiast odwrotnie proporcjonalnie do mojego, gdyż co rusz któraś moja koleżanka zabiera je do siebie.
Nie żebym nie kochała, w końcu urodziłam, wykarmiłam, to i przywiązałam się trochę, ale widok potworów pakujących walizki, żeby jechać na dwa dni do cioci zaliczam do bezcennych.
Ostatnio wróciły bardzo stęsknione i Ania zażyczyła sobie spać w moim łóżku.
Chiałam się wykręcić, ale się uparła. To pozwoliłam. Odniosłam do jej łóżka jak tylko zasnęła, ale wróciła. Odniosłam znów.  Znów wróciła.
– Mamusiu, ja chcę śpić tutaj z tobom i siem tutaj zbudzić – poinformowała przy około czwartym powrocie, żebym się nie męczyła nadaremnie.
I tak cały tydzień. A ja z tych, co z dzieckiem w łóżku się nie wyśpią.
Po tygodniu bez snu poczułam lekkie zmęczenie.
– Aniu, a skoro jesteś już taka duża, że niedługo masz urodziny, to może wrócisz spać do swojego łóżka dziś w nocy? – Rozpoczęłam podchody.
– Dobrze, ale powiedz Julce, żeby nie skakała po mnie rano jak się zbudzi – zgodziła się niespodziewanie.
– To dlatego chcesz spać ze mną? Bo cię Julka rano budzi?
– Tak.
Nosz ja piernicze! Wystarczyło jej w gościnnym pościelić na sofie.

13.03.2014

Jak już się zdarzy bezkonfliktowe śnadanie i bezwypadkowe mycie zębów, to najpóźniej przy ubieraniu sprawa musi się rypnąć.
Czterolatka zazwyczaj ma określoną wizję stylizacji na dany dzień. Zazwyczaj niezgodną z porą roku i planem dnia. Więc zazwyczaj się nie ubiera, tylko siedzi obrażona obok ubrania, bo tego „nie kce”.
Dwulatka za to konicznie chce ubierać się sama. Im mniej mamy na to czasu, tym gorzej jej idzie. O udzieleniu jej pomocy nie ma mowy, bo wyrzuca z siebie nieartykuowane bluzgi, których zasadniczy przekaz nie jest trudny do odgadnięcia. „Won” mianowicie.
Tak więc kiedy jedna siedzi i zalewa się łzami: „Ja nie kce te majtki navy stripes, one nieee sooom piiink!”, a druga stoi jak ten słup w dwiema nogami wciśniętymi do jednej nogawki jeansów i drze się, bo nie wie co teraz, ale dalej nie daje sobie wytłumaczyć gdzie leży błąd ani pomóc, gdy tymczasem powinnysmy już dawno być w przedszkolu, nie pozostaje mi nic innego, jak zająć się sobą.
– Jesteście niegrzeczne, jest mi przykro i wychodzę. Wrócę, jak przemyślicie sprawę i zaczniecie być grzeczne – oznajmiłam dziś rano.
Kiedy puszczałam wodę pod prysznicem to wyraźnie słyszałam, że jedna wyje a druga się drze, czyli wszystko w normie, dzieci bezpieczne. Jak zakręcałam trzy minuty później, była niepokojąca, bo idealna cisza. Wybiegłam jak stałam.
Wycięgnęły spod mojego łóżka walizki i w skupieniu pakowały do nich wszystkie swoje miśki.
A myślałam, że się wyniosą dopiero koło matury.

11.03.2014

Dziecko moje młodsze, zwane potocznie kierowniczką, choć bez wątpienia bystre jest, bo w końcu nie każdy dwulatek sam z siebie liczy do dziesięciu w dwóch językach i rozpoznaje cyfry na obrazkach, a przysięgam, że nikt jej tego nie uczył, to ma jednak pewien defekt.
Otóż nie rozpoznaje kolorów. Kompletnie nie rozumie idei. Zna nazwy podstatowych kolorów, ale używa ich w sytuacjach nieadekwatnych, a zapytana o kolor czegokolwiek, nie ma pojęcia o co chodzi.
W tej sytuacji nawet ja, matka leniwa, która edukację dzieci sprowadza do jak najszybszego wysłania ich do placówek zorganizowanych i niech tam je uczą, się zaniepokoiłam i wzięłam się za temat.
Przydreptała do mnie dziś o szóstej rano kierowniczka, wdrapała się do mojego łóżka i otwiera ulubioną książeczkę. W książeczce są kolorowe zdjęcia pogrupowane tematycznie. Pojazdy, zwierzęta, warzywa, zabawki, meble. Dochodzimy do strony z kształtami i kolorami. Dziecko pokazuje palcem na niebieski i mówi „green”, na czerwony mówi „yellow”.  Pokazuję, tłumaczę. I nic. W kółko to samo. Odwracam stronę, a tam osoby w różnym wieku i różnych ras prezentują części ciała.
– Blue! Green! Orange! – woła podekscytowane dziecię pokazując po kolei zdjęcia.
Dżizas, nie dość, że daltonistka, to jeszcze rasistka.

08.03.2014

Sobota, piąta trzydzieści rano. Obie wgramoliły się do mojego łożka. Nakrywam szczelnie kołdrą z nadzieją, że jeszcze pośpimy.
– Mamo, któly będzie find us? Wsyscy som hide – zauważa przytomnie czterolatka.
Od kiedy je mam, wyspałam się porządnie jeden raz. W szpitalu. W znieczuleniu ogólnym.

07.03.2014

Ponieważ nic co ludzkie nie jest mi obce, potrafię zarzucić mięsem profesjonalnie  niczym stary bosman, któremu ze wszystkiego na „p” zostało w życiu już tylko to właśnie. A że do tego niedotrzymywanie postanowień źle wpływa na moje morale, toteż nie obiecałam sobie zaprzestać kląć ani z okazji ciąży, ani po porodzie, ani kiedy dziecko zaczęło mówić.
Ania pierwszy raz rzuciła wyrazem w wieku dwóch lat. Pewnego ranka spostrzegła przez okno, że pada deszcz.
– Ku mać! Kap kap! Noł pa pa! – zakrzyknęła tupiąc nóżką.
Wytłumaczyłam wtedy, że „ku mać” to brzydki wyraz, którego nie wolno używać dzieciom, mogą to robić tylko dorośli kiedy są zdenerwowani, i w zasadzie też nie powinni, no ale czasem muszą. Powiedziała „OK” i więcej nie powtórzyła.
Drugi raz użyła wyrau mając prawie cztery lata. Pokłóciła się z młodszą siostrą i przybiegłała do mnie na skargę.
– Mamo, ona mnie kulwia – powiedziała.
Znów wytłumaczyłam. Zrozumiała. Więcej nie powtórzyła.
Owszem, czasem mam napad chęci, żeby zacząć się zachowywać jak dama, czyli przestać  się garbić i kląć, ale naprawdę, nie da się, no nie da się nie powiedzieć chćby pod nosem „Ja pierdolę!” kiedy dwulatka poraz trzydziesty czwarty z rzędu włącza Last Christmas. W marcu.
Aż tu dziś rano dwa potwory płci żeńskiej, lat dwa i cztery, kłóciły się o to, którą płytę z muzyką włożyć do odtwarzacza. Starsza chciała zwykłe piosenki, a młodsza pchała do środka osławione Last Christmas.
– Ja pedole! Ja pedole! – wołała przy tym sądząc, że forsuje tytuł piosenki.
– Julka – powiedziała poważnie starsza, – dzieci nie wolno mówić „ja pedole”. To jest brzydki wylaz. Tylko mama może tak mówić.
Normalnie, sukces goni sukces. Wychowawczy znaczy.

04.03.2014

Jak następnym razem przeczytacie w prasie, że social service odebrał w UK dzieci samotnej Polce, to będzie o mnie. Mówię wam, oni kiedyś do mnie przyjdą.
Ania, lat 4, dostała dziś jajko niespodziankę. Rozpakowała, zjadła czekoladę i… Nie wiedziała co zrobić z tym, co znalazła w środku! Poważnie. Otwarłam jej to, wyjęłam, pokazałam, strzeliłam pogadankę, że właśnie dlatego to się nazywa niespodzianka. Miała minę, jakby nie do końca rozumiała.
Jasny gwint! Czterolatka, która nie wie co to jajko niespodzianka?
Naprawdę, nie wiem jak to się stało, że tak skandalicznie zaniedbałam edukację własnego dziecka.

03.03.2014

– Kupiłam sobie bilet otwarty, bo nie wiem, ile u ciebie wytrzymam. Zakładam, że jeden dzień, góra dwa. Bo musisz zrozumieć, że ja nie lubię dzieci. Jak mnie będą wnerwiać, to wracam – zarzekała się Aga jadąc do mnie.
Właśnie mija czwarty dzień wizyty. Przed chwilą tańczyłyśmy w salonie do Last Christmas. Z dziećmi.
Mówi, że jakbym była bardziej lub mniej pierdolnięta, to by wróciła w terminie.
Idę rozpalać ognisko w ogródku.