14.02.2014

No idę z duchem czasu. Czy chcę, czy nie.
Moja prawie czterolatka od dawna już ubiera się sama co rano. Zjawisko to zalicza się w zasadzie do pozytywnych, jednakże w połączeniu z faktem, że dziecię się również samo co rano stylizuje, to już niekoniecznie. Bo co tu dużo mówić, albo dziewczyna znacznie wyprzedza swoje czasy, albo niestety raczej nie ma do tego drygu. Delikatnie mówąc.
Ale ponieważ mój stopień wyluzowania w kwestii „co ludzie powiedzą” jest na poziomie prawie najwyższym (prawie, bo nie zdarzyło mi się jeszcze odprowadzać dziecka do placówki będąc ubrana w szlafrok), toteż zazwyczaj w te jej stylizacje nie ingeruję. No chyba, że mi się w lutym ubiera w kusą kieckę i skarpetki.
– Aniu, musisz ubrać rajstopki, bo jest zimno – mówię do niej dziś rano.
– Nie ma cyste lajstopki. Wsyskie som bludne – odpowiada.
– No to musisz ubrać spodnie.
Robi minę zbitego szczeniaka i idzie do swojego pokoju. Wraca po chwili w spodniach i od drzwi wpada w szloch:
– Ja nieee kceee być panem! Ja kce być dziewcynkooom!!!
Czyli że co, że teraz jestem matka gender’ka? Ekstremistka w dodatku?

13.02.2014

To, że w konkurencji „Jak wychować dziecko i się nie spocić” jestem  mistrzynią świata, to żadna nowość nie jest. Nie każdy jednak wie, że regularnie poprawiam swój własny rekord.
Zadzwoniła do mnie niedawno koleżanka, żeby zdać mi relację z trzydniowego babskiego wypadu na Majorkę. Ponieważ obie mamy małe dzieci, które bez przerwy czegoś od nas chcą, rozmawiałyśmy króciuteńko. Tylko godzinkę.
W tym czasie Ania (lat prawie cztery) podeszła do mnie jakieś szesnaście milionów razy z karteczką i długopisem, żebym coś napisała. Pierwsze kilkanascie razy tłumaczyłam spokojnie, że rozmawiam i ma nie przeszkadzać. Następnie mniej spokojnie, aż w końcu pojęła i odpuściła.
Po odłożeniu słuchawki natychmiast poinformowałam dziecię, że teraz mam czas i mogę jej pomóc.
– Już nie trzeba – powiedziała i pokazała mi karteczkę, a na niej koślawy, ale zrozumiały napis „Ania”.
I tak oto nauczyłam czterolatkę pisać. W godzinę. Przez telefon.

08.02.2014

Jak się państwo być może orientują, z powodów zdrowotnych od kilku miesięcy intensywnie trenuję przed napisaniem pierwszego w życiu poradnika pod tytułem: “Jak wychować dziecko nie wstając z kanapy.” Prawdopodobnie pierwszym rozdziałem dzieła tego będzie: “Dwujęzyczność dziecięca jako efekt uboczny olimpiady w Soczi.”
Do samej olimpiady przygotowałam się perfekcyjnie. Otworzyłam paczkę żelków, znalazłam na youtube najdłuższą możliwą kompilację Peppa Pig, posadziłam z tym zestawem dwa potwory (lat 4 i 2) przy stole na wysokich stołkach, z których niewygodnie się schodzi, a sama zasiadłam na sofie z nadzieją, że wszystkie “mamo siku” i “mamo piciu” wkomponują mi się w ceremonię otwarcia olimpiady tak, że oprócz zadowolonej facjaty Putina zobaczę też przelotem polską i brytyjską reprezentację.
Plan się w zasadzie powiódł, jeśli nie liczyć faktu, że potwory wstały od komputera mocno skonfudowane i szły spać z minami niewyraźnymi, poneważ pechowo nie zauważyłam, że włączyłam im to po rosyjsku.
Ale nie ma tego złego.
Przespały się z tym problemem, rano wstały jak nowe i przystąpiły do swoich codziennych zajęć, czyli nie zamykania buzi przez 12 godzin.
Jak się państwo być może orientują, pomimo moich usilnych starań kultywowania języka polskiego w domu, buzie moich dzieci niestety nie zamykają się przez 12 godzin na dobę prawie wyłącznie po angielsku. Na nic prośby i groźby.
Ale uwaga, od dziś wystarczy je postraszyć, że się im włączy bajkę po rosyjsku, i zaraz im się przypomina polska mowa. Normalnie, polska krew w nich płynie jak nic. Ruskich się boją.

04.02.2014

Gdyby ktoś pisał pracę naukową na temat: “Lenistwo rodzica jako czynnik wspomagający rozwój dziecka” to zapraszam do mnie do domu na research.
Takie na przykład nocnikowanie.
Należy kupić nocnik i cisnąć go w kąt mając nadzieję, że dziecko będzie jak najdłużej robić w pieluchy zanim zacznie się cały ten cyrk. Następnie należy się mniej lub bardziej rozchorować i spędzając czas na sofie i oglądając zaległe odcinki “Rancza” pozwolić dziecku bawić się samodzielnie, to znaczy dać mu rozpiździć wszystkie posiadane przez niego zabawki po salonie. Zabawek nie należy sprzątać oczywiście.
Po tygodniu brodzenia w tym bałaganie dziecko z nudów wyciągnie nocnik z kąta, zdejmie pampersa, usiądzie i się wysika.
Na tydzień przed drugimi urodzinami.
Bo najważniejsze, to wspierać rozwój swoich dzieci.