27.11.2013

Moja mała Julka, kiedy dostaje do ręki ciastko, cukierka lub chipsa, natychmiast wyciąga drugą rękę i mówi: „Ani”, po czym biegnie do siostry i się z nią dzieli.
A tu dziś niespodzianka.
Daję jej do ręki kostkę czekolady. Wyciąga drugą rączkę po drugą kostkę, ale nic nie mówi. Mówię więc ja:
– To dla Ani?
– No! – woła Jula i wpycha sobie do buzi oba kawałki czekolady.
Socjalizuje się dziewczyna. Widać, że chwyta, na czym świat stoi.

19.11.2013

Ania, 3,5 lat.
– Mamo, to była tfalda kupa.
– Bo jesz za dużo cukru kochanie. Musisz jeść mniej słodyczy.
– To ja bendem jeść malutkie żelki. Malutkie żelki majom mało cuklu. Duze żelki majom duzo cuklu.

13.11.2013

Jako samodzielna, opierniczająca się, niepracująca matka dwójki małych dzieci, która ma tylko kupki, zupki, pieluchy, butelki, mleko, kąpiele, ząbki, przedszkole, balet, basen, pranie, sprzątanie, gotowanie, zmywanie, zakupy i koszenie trawy do ogarnięcia myślałam, że chodzenie i żebranie gdzie się da o jedzenie, klęczenie pod każdą napotkaną czy to w sklepie czy u kogoś lodówką, zabieranie innym dzieciom jedzenia z talerzy i kręcenie się „na sępa” w koło stołu dorosłych, to największy obciach jaki może matce opierniczającej się zrobić, sugerująca wszem i wobec swój stan zaniedbania niespełna dwulatka.
Tak myślałam do dzisiaj.
Dzisiaj bowiem niespełna dwulatka udowodniła mi, jak bardzo się mylę, kiedy to w szatni w szkole tańca, czekając w towarzystwie innych mam i ich pociech na zakończenie lekcji baletu, w której uczestniczyła starsza siostra, niespełna dwulatka wygrzebała z mojej torby pampersa, podała mi go, po czym położyła się przede mną na podłode i uniosła do góry nóżki, przybierając pozycję do zmiany pieluchy.
Nie, nie jestem ciekawa, co jeszcze wymyśli.

11.11.2013

Kino familijne. Amerykańska scena seksu: Ujęcie 1 – pan i pani padają sobie w ramiona, ujęcie 2 – widok za oknem (na Manhattan nocą), ujęcie 3 – pan i pani budzą się rano.
Ania (3,5 roku):
– Mamo, nie majom piżame. Bendzie katal.