18.05.2012

Tu mówi Jula.
Mam 13 tygodni i 2 dni.
I dzisiaj się pierwszy raz chichrałam.
A mama mówi, że razem z siostrą jesteśmy bardzo towarzyskie.
Jak jedna płacze, to druga dla towarzystwa też.
Fajne jesteśmy, nie?

11.05.2012

Momentu, w którym Jula zacznie sama trzymać sobie butelkę z mlekiem wyczekuję jak wybawienia, a każdy ruch jej raczki w kierunku butelki podczas picia, lub próbę trącenia rączką wiszącej zabawki, celem rozhuśtania jej i cieszenia się z tego, celebruję niczym kamienie milowe. A wszystko to dlatego, że każdą co do sekundy minutę czasu, kiedy karmię Julę i jestem uziemiona, Anula wykorzystuje na testowanie swojej sprawności fizycznej, mojej odporności psychicznej i jakości wyposażenia domu jednocześnie. Wie ona doskonale, czego nie wolno jej robić, i jak tylo widzi, że zasiadam na sofie i zaczynam karmienie młodszej siostry, zaczyna wykonywać po kolei wszyskie niedozwolone czynności, a moje łagodne lub stanowcze prośby i tłumaczenia, żeby zaprzestała i próby zainteresowania jej czymś innym, ma za nic.
Przeważnie więc proces kończy się moim wrzaskiem a jej płaczem, ponieważ albo szlag mnie trafia na widok kolejnych zniszczeń w domu, albo co gorsza, widzę, że jeśli natychmiast nie przestanie, to zrobi sobie poważną krzywdę, a jedynie mój porządny wrzask potrafi zmusić ją do zaprzestania czynności. Udaje się wtedy z płaczem do jakiegoś kąta, gdzie łka przestraszona i obrażona, póki jej się nie znudzi, a ja nie przestając karmić Julki gadam do niej:
– No nie rycz głupia, nic się nie stało, mamusia nie chciała cię wystraszyć, chodź się przytulić do mamusi – i inne tego typu pokrzepiające frazy.
Superniania by mnie sklęła, ale dla mnie lepsze dziecko płaczące w kącie, niż dziecko połamane lub pocięte.
Ostatnie karmienie Juli z początku przebiegało nie inaczej niż zwykle. Aneczka rzuciła się do kuchni i z pasją zaczęła przyciskać przyciski na pralce. Niestety pralka się nie włączyła, ponieważ drzwiczki były otwarte, toteż zawiedziona pociecha otworzyła je wobec tego całkowicie i wspinając się po otworze pralki podciągnęła się na blat kuchenny tak, żeby zobaczyć tygodniowy zapas soczków w kartonikach, zrzucić je na podłogę i zacząć po kolei wbijać w każdy z nich rureczkę. Kiedy już z każdego zrobiła po jednym łyku, porzuciła je na podłodze, otworzyła schowek pod schodami, wywlekła na środek salonu Henry’ego oraz miotłę na długim kiju. Tą drugą zaczęła wywijać w geście zamiatania, końcem kija powiększając kolekcję zadrapań na ścianie. Na nic zdały się moje sugestie, że może by tak pobawić się plasteliną, albo kredkami. O czytaniu książeczki mowy też nie było.
– Aniu to może pobawimy się w „tea time”? – Zaproponowałam bez większej nadziei na sukces.
– Ti taaa! – Zakrzyknęła uradowana pierworodna i zaczęła wyładowywać z pojemnika plastikowe filiżanki, spodeczki, czajniczek, ciasteczka i ustawiać to wszystko na stole. Nalała niewidzialnej herbatki, mleczka, i zaczęła się o dziwo spokojnie i bezpiecznie bawić, podając herbatkę misiowi i lali.
Chwilę jednak później zaczęła wymachiwać energicznie czajniczkiem, stojąc pół metra ode mnie i leżącej mi na kolanach Julki.
– Aniu, proszę nie machać tak czajniczkiem, bo może zrobić bam, i będzie ała – powiedziałam stanowczo i klarownie, czym bez wątpienia nasłużyłabym na pochwałę Superniani. Dziecię jednak udawało, że nie słyszy i wymachiwało czajniczkiem coraz bardziej, aż ten w końcu z ręki jej wyleciał i poszybował prosto na Julkę uderzając ja w skroń.
– ANKA!!! – Wrzasnęłam tak głośno, że sama się zdziwiłam. – Zrobiłaś siostrze ała! Zobacz jak płacze teraz! A mówiłam, że masz nie wymachiwać zabawkami, tak?! – Darłam się wściekła próbując przekrzyczeć ryczącą wniebogłosy
Ankę, którą i tak ledwie było słychać z powodu wydzierającej sie z bólu Juli.
Po chwili troszkę ochłonęłam, Jula łkała na moich rękach i powoli się uspakajała, Ania natomiast zaczynała wpadać w histerię, z rzucaniem się po fotelu, wymachiwaniem rękoma i kopaniem nogami włącznie. Odłożyłam Julę jako tę mniej płaczącą, przytuliłam Anię, otarłam łezki, trochę ja uspokoiłam i widząc, że próbuje coś powiedzieć, zapytałam inteligentnie wielce, dlaczego płacze.
– Juja boliii – załkała wprowadzając mnie w osłupienie.
Oto okazało się bowiem, że starsza siostra, nie płacze dlatego, że jej czegoś nie wolno, nie dlatego, że matka rodzona wystosowała do niej oralnie 120 decybeli, ale dlatego, iż zrozumiała, że zrobiła młodszej siostrze krzywdę.