19.06.2014

Jak na blog o kupkach i zupkach, będzie dziś szalenie oryginalnie, bo o pieluchach.
Otóż moja dwulatka, która ma dwa lata i cztery miesiące obecnie, zaczęła sama, wcale nie proszona o to, siadać na nocnik i toaletę około drugich urodzin, co oznaczało, że była gotowa na odpieluchowanie. Miała jednak pecha, bo matka jej gotowa na latanie po domu ze szmatą i wycieranie kałuż oraz wieczne przebieranie dziecku gaci nie była.
No, ale od paru dni mamy tu upał jak w tropikach, podłoga w domu stara jest i do wymiany, czyli warunki idealne.
Goni więc dziecię po domu w samych majtach i klapkach i normalnie sukces. Sama woła „siku, siku”. Sama siada na nocnik. Sama wstaje i sprawdza, czy nocnik zapełniony. Woła mnie, albo mi go ostrożnie przynosi. Tylko raz zdarzyło jej się polać po nogach, bo była zamknięta w trampolinie w ogródku i nie zdążyła wyjść na czas. Poza tym pełen sukces. Prawie. Bo żeby jeszcze przed siadaniem na nocnik ściągała majty z pupy, byłoby idealnie.