18.07.2014

– Mamo, będę rzygać! – czterolatka wpada do kuchni zasłaniając ręką usta.
– Ojej, ojej – odwracam się od zlewu pełnego naczyń i błyskawicznie kalkuluję.
Toaleta jest na górze, zanim tam dobiegnie to puści mi pawia na jedyne kawałki wykładziny jakie posiadam w domu, zamocowane na stopniach.
– Leć do ogródka – mówię.
Wycieram ręce i idę za nią. Podnoszę pierwsze lepsze walające się na tarasie wiaderko zabawkowe.
– Tu – mówię.
– Nie, ja nie lubię lózowy kolol. Ja lubię niebieski.
Rozglądam się za niebieskim wiaderkiem.
– Nie ma. Musisz rzygać do różowego.
– A, to nie chcę – odpowiada dziecię i wraca do salonu.
No cudowne ozdrowienie. Jak nic.

PS. Tak, wiem. Wymiotować. Muszę je nauczyć, że rzygać jest nieładnie, a wymiotować  już ujdzie.