18.06.2014

Ania, lat cztery, wchodzi do kuchni na czworakach z zabawkowym stetoskopem powieszonym w pasie od tyłu.
– Miau – zagaja konwersację.
Julia, lat dwa, wbiega i zrywa z siostry stetoskop.
– Auuuaaa!!! – starsza drze się w niebogłosy. – Mamooo, Julka mi urwała ogooon! – skarży szlochając.
– Julia, oddaj Ani ogon – mówię nie odrywając wzroku od garów.
– Nie Ani! Ja jestem kotkiem – poprawia starsza.
– Julia, oddaj kotu ogon – poprawiam. – I nie drażnij kota, bo go to boli – dodaję.
– Słyszałaś? – poucza starsza młodszą. – Nie wolno ciągnić kota za ogon – dodaje, ociera łzy i zakłada stetoskop na pupę.
Młodsza bez słowa zrywa go z niej ponopwnie. Starsza bez namysłu gryzie młodszą w przedramię. Młodsza drze się w niebogłosy.
Odrywam się od garów i nabieram powietrza, aby użyć decybeli.
– To nie był ja. To kot uglyzł Julkę – uprzedza mnie czterolatka.
Od kilku dni jej tłumaczę, że ma nie zaczepiać kotów sąsiadki, bo je to boli i mogą ugryźć. Widzę, że zrozumiała.