17.02.2014

Nie spoczywam na laurach. Naprawdę.
Konkurencja – „matka wyrodna”. Jak się państwo domyślają, od razu stałam się liderką. Co ja poradzę. Talent mam.
Moja dwulatka przychodzi do mojej sypialni codziennie rano, dokładnie o godzinie 5.55. Zazwyczaj wdrapywała się na łóżko i przytulała, i tak czekałyśmy aż dołączy do nas Ania i leżenie się skończy. Sprawa się rypła jakiś tydzień temu, bo kierowniczka nie chce ze mną leżeć, tylko ciągnie mnie za rękaw i ze smokiem w buzi mówi:
– Titu, titu.
– Idź sobie dziecko poczytaj, albo coś – mamroczę wtedy z wrodzoną elokwencją i obracam się na drugi bok.
Dziecię przeważnie nie odpuszcza, więc wytaczam działa ciężkie w postaci laptopa z bajkami i mam jeszcze kwadrans drzemki.
Aż tu się dziś zdarzyło, że o 5.55 kierowniczka wychodząc ze swojego pokoju zastała mnie myjącą zęby w otwartej łazience.
– Jeeej! Tituuu! – Zawołała radośnie, podbiegła do toalety, nałożyła na nią nakładkę i zdjęła pampersa.
– Help – powiedziała nie mogąc się wgramolić.
Posadziłam. Usłyszałam, że ciurkiem cieknie.
– Zobiiiłaaam – zawiadomiła, kiedy skończyła.
Pomogłam zejść, nałożyłam gacie na pupę.
– Bavo mamo! – podziękowała. – Happy! – dodała szczęśliwa i podreptala do mojego łóżka.
Gdyby nie przypadek, pewnie bym się dziecku nie dała wysikać do matury.

6 thoughts on “17.02.2014

Comments are closed.