16.07.2014

Podobno w rodzicielstwie trudne jest tylko pierwsze czterdzieści lat. Także luz, pierwsze dziesięć procent mam już z głowy.
A tymczasem moje potomne, lat dwa i cztery, przepięknie się socjalizują.
Rok temu, kiedy wyrywały sobie zabawkę, obie darły się w niebogłosy dźwiękami nieartykułowanymi na wyścigi która głośniej i dłużej. Pół roku temu poczyniły postępy i nie darły się tak bardzo, za to okładały się po głowach czym popadło. A obecnie proszę wycieczki, wspomagane nie tylko wyobraźnią własną, ale też wpływem znajomości przedszkolnych, mają do dyspozycji pełną gamę obelg i wyzwisk.
Dziś rano właśnie miały do rozładowania klasyczny konflikt. Obie pchały się na jeden rower. Najpierw się trochę poszturchały, a potem zaczęły.
– Iś stąd! – darła się dwulatka usiłując zepchnąć czterolatkę z siodełka.
– Julka, you’re naughty!* – krzyczała starsza opędzając się od siostry. – You’re not my friend anymore!**
– You smelly sock!*** – nie poddawała się dwulatka.
– You’ve got a boyfriend!**** – koronnym argumentem bezapelacyjnie wygrała czterolatka.
Jestem z nich dumna. Takie małe, a wiedzą, że heteroseksualizm jest obecnie passe.

* Jesteś niegrzeczna.
** Nie koleguję się z tobą.
*** Ty śmierdząca skarpeto!
**** A ty masz chłopaka!