16.02.2014

Nie ma co kryć, że życie samodzielnej Matki Polki z dala od babć i bez opiekunek to nie sielanka i wydarzeń typu pierwszy ząbek człowiek często nie ma siły celebrować, lub w ferworze walki ich nie zauważa. No, ale ja chyba z tym użalaniem się nad sobą przesadzam.
Jula skończyła wczoraj dwa lata. Na szczęście dla moich wątłych kart kredytowych, jej życie towarzyskie ogranicza się do paru dzieci, toteż udało się odprawić jej urodziny w domu. Zaprosiłam kilkoro maluszków, na każde z nich przypadało około 0,75 mamy, bo niektóre z nich mają mamy na spółkę. Wszystkich uprzedziłam, że menu będzie skromne i takich też spodziewamy się prezentów, najchętniej z „99p store” albo zabawki z odzysku po starszym rodzeństwie.
I co? I mam w domu zapas słodyczy do Wielkanocy (i to przy założeniu, że ja zeżrę z tego połowę), skład nowych ciuchów z metkami na jakieś dwa lata, a wypasionych zabawek jest tyle, że piję właśnie spokojnie drugą kawę bez wstawania od stołu i rozdzielania bijących się o nie potworów. Już mnie tyłek boli, od czterech lat tyle nie siedziałam ciurkiem.
W tej sytuacji widzę, że urodziny Ani za dwa miesiące porządnie mnie po kieszeni szarpną, bo nie dość, że trzeba będzie wynająć jakieś centrum rozrywki, żeby zaprosić wszystkich jej znajomych, to jeszcze muszę zaadaptować poddasze w domu, żeby pomieścić prezenty.

2 thoughts on “16.02.2014

Comments are closed.