13.11.2013

Jako samodzielna, opierniczająca się, niepracująca matka dwójki małych dzieci, która ma tylko kupki, zupki, pieluchy, butelki, mleko, kąpiele, ząbki, przedszkole, balet, basen, pranie, sprzątanie, gotowanie, zmywanie, zakupy i koszenie trawy do ogarnięcia myślałam, że chodzenie i żebranie gdzie się da o jedzenie, klęczenie pod każdą napotkaną czy to w sklepie czy u kogoś lodówką, zabieranie innym dzieciom jedzenia z talerzy i kręcenie się „na sępa” w koło stołu dorosłych, to największy obciach jaki może matce opierniczającej się zrobić, sugerująca wszem i wobec swój stan zaniedbania niespełna dwulatka.
Tak myślałam do dzisiaj.
Dzisiaj bowiem niespełna dwulatka udowodniła mi, jak bardzo się mylę, kiedy to w szatni w szkole tańca, czekając w towarzystwie innych mam i ich pociech na zakończenie lekcji baletu, w której uczestniczyła starsza siostra, niespełna dwulatka wygrzebała z mojej torby pampersa, podała mi go, po czym położyła się przede mną na podłode i uniosła do góry nóżki, przybierając pozycję do zmiany pieluchy.
Nie, nie jestem ciekawa, co jeszcze wymyśli.