13.02.2014

To, że w konkurencji „Jak wychować dziecko i się nie spocić” jestem  mistrzynią świata, to żadna nowość nie jest. Nie każdy jednak wie, że regularnie poprawiam swój własny rekord.
Zadzwoniła do mnie niedawno koleżanka, żeby zdać mi relację z trzydniowego babskiego wypadu na Majorkę. Ponieważ obie mamy małe dzieci, które bez przerwy czegoś od nas chcą, rozmawiałyśmy króciuteńko. Tylko godzinkę.
W tym czasie Ania (lat prawie cztery) podeszła do mnie jakieś szesnaście milionów razy z karteczką i długopisem, żebym coś napisała. Pierwsze kilkanascie razy tłumaczyłam spokojnie, że rozmawiam i ma nie przeszkadzać. Następnie mniej spokojnie, aż w końcu pojęła i odpuściła.
Po odłożeniu słuchawki natychmiast poinformowałam dziecię, że teraz mam czas i mogę jej pomóc.
– Już nie trzeba – powiedziała i pokazała mi karteczkę, a na niej koślawy, ale zrozumiały napis „Ania”.
I tak oto nauczyłam czterolatkę pisać. W godzinę. Przez telefon.

2 thoughts on “13.02.2014

Comments are closed.