12.01.2014

Siódma rano. Głowa mi pęka po bezsennej nocy. Dwie wiercipięty, lat prawie 4 i 2, gramolą się do mojego łóżka. Młodsza jeszcze mało co gada, więc ze smokiem w buzi nakrywa się kołdrą i udaje, że śpi. Kochana córunia. Empatia dla mamusi w skali 1-10: 11. Starszej buzia się nie zamyka fabrycznie, więc nie ma zmiłuj się.
– Mamusiu, dzisiaj idziemy do Ani i Julki na caly dzień siem bawić. Look. Ja psygotowałam miśki. Ten jest dla mnie, ten dla Ani, ten dla Julki i ten dla dlugiej Julki. Telaz jesce miśki śpać! Sichutko! Jesce jest noc. Sypciutko, pod kołdle. Raz, dwa. Mamusiu, ja będziem bawić z Anią, a Julka z Julką. Dwie Julki som małe jesce, one nie umiom bawić z dużymi dziewcynkami.
– Uhm. A będziecie wszystkie cztery grzeczne, żeby ciocia Agata z wami nie zwariowała dziś?
– Będziemy mamusiu.
– I będziecie słuchać cioci?
– Tak mamusiu.
– I będziecie grzecznie jeść to, co wam ciocia przygotuje?
– Tojt! – młodsza zrywa się na równe nogi, wywala smoka w kąt i jest gotowa do wyjścia.
Jej życia nie będzie trzeba uczyć.