11.06.2014

W drodze powrotnej z przedszkola.
– Mamo, ja nie uniesiem ten pluszakowy lion, on jest too heavy – zaczyna Ania, czterolatka.
– Mówiłam ci, żebyś nie zabierała lwa do przedszkola. Skoro zabrałaś, musisz sama zanieść do domu.
– Ale ja jestem zmęczona. Możesz ty poniesieć go?
– Nie mogę go ponieść, bo mam zajęte obie ręce. Jedną reką prowadzę ciebie, a drugą Julkę.
– To Julka może idzieć sama.
– Juka nie sama! Juka lońćke mamom! – dwulatka włącza się do konwersacji.
– Julka ma wolną rączkę. Ona może poniesieć mój lion – czterolatka zauważa przytomnie po chwili namysłu. – Julka, chcesz pożyczyć mój lion? – pyta siostrę.
– Nie! Juka ce moja monkey! – dwulatka przypomina sobie o swoim pluszaku.
– Nie masz tu swojej małpki, bo nie zabrałaś jej do przedszkola. Czeka na ciebie w domu – tłumaczę jej.
– Ja ce moja monkeyyy! – drze się dwulatka.
– Ja nie kce mój liooon! – ryczy czterolatka.
Ja pier…! Jest dwunasta. Jeszcze siedem godzin, zanim pójdą spać.