10.04.2014

No wiec ona ma dwa lata i dwa miesiące bez paru dni.
Wstala o 6.30. O 8.30 wyszla z ze mną i czteroletnią siostrą z domu.
Pojechałyśmy autobusem do centrum. Oddałyśmy w sklepie sweter, bo za duży był. Poszłyśmy na autobus. Pojechałyśmy do szpitala. Ja mialam szybki zabieg, one czekały z panią z recepcji. Pojechałyśmy do miasta. W pierwszym sklepie kupiłyśmy rurki do napojów, flamastry, pudełka do mrożenia żywnosci, dwie torebki dziewczęce w kolorze różowym i paczkę czipsów. W drugim sklepie kupiłyśmy tort urodzinowy w motyle i kwiatki, w jedynie słusznym kolorze różowym. Poszłyśmy na autobus. Pojechałyśmy do restauracji z konstrukcją dla dzieci. Zjadłyśmy, one poszalały na konstrukcji. Poszłyśmy do sklepu, kupiłyśmy dla starszej strój wróżki ze skrzydełkami. Poszłyśmy do klubu, gdzie odbędą się urodziny starszej w najbliższy weekend. Potwierdziłyśmy liczbę gości i zapłaciłyśmy. Poszłyśmy (pieszo, bo żadna linia autobusowa nie pasowała) na plac zabaw. W tym celu przeszłyśmy przez osiedle domków i dwa pełnowymiarowe boiska. Do pilki nożnej, żeby była jasność, nie badmintona. Poszalały na placu zabaw. Poszłyśmy na autobus. Dojechałyśmy do domu.
Nie miałyśmy ze sobą wózka. Wszystkie te kilometry zrobiłyśmy na własnych butach.
Jest 18.15. Ja chciałabym zasnąć i spać do sierpnia. Z miny czterolatki wnioskuję, że marzy o tym samym. Tymczasem ona, dla przypomnienia – lat dwa i dwa miesiące, włączyła muzykę i tańczy break dance z elementami free style. Nie zanosi się na to, że zmęczy się przez najbliższy kwatrtał.
Jakbym wiedziała, wzięłabym wózek. Kazałabym jej go całą drogę pchać. Za autobusem.