09.09.2011

Po roku chodzenia na basen tydzień w tydzień, po dziesiątkach ćwiczeń i zabaw wymyślanych przez dwie panie instruktorki, po wyczerpaniu się wszystkich modeli i kolorów rękawków, kółek, piłek, piankowych rur, deseczek, gumowych kaczek, po zdarciu gardeł pań instruktorek na śpiewaniu zachęcających piosenek i powtarzaniu do upadłego: „Kick, kick, kick Ania. I know you can.”, po nauczeniu wszystkich pozostałych dzieci kopania nóżkami a nawet przesuwania się tym sposobem do przodu, po kilku kryzysach wiary w to, że dziecię moje w końcu przestanie leżeć jak kłoda i choć raz kopnie choć jedną nóżką, nastąpił długo wyczekiwany przełom.
Oto dziś, w godzinach przedpołudniowych, podczas kiedy reszta grupy samodzielnie przesuwała się na wyścigi wkoło basenu, córka moja pierworodna, podtrzymywana pod pachami przeze mnie, zachęcana z przodu przez panią instruktorkę profesjonalnie naśladującą kaczkę i nakłaniana dyskretnie do kopania poprzez łaskotanie stóp przez drugą z nich od tyłu, zdradziła nagle w oczach swych zrozumienie i chęć współpracy.
– Kick, kick, kick! – Zakrzyknęła radośnie i napęczniała z dumy.
Żadna nóżka nie drgnęła.