09.07.2014

Idę ja wczoraj odebrać dzieci z przedszkola. Pierwszą dają mi zawsze młodszą, dwuletnią. Patrzę na nią, i coś mi się nie zgadza. Bo ostatnio jak ją widziałam, to była w różowej kiecy, a teraz jest w jeansach, i to nie swoich. W dłoni dierży reklamówkę z mokrą kiecą i majtkami.
Pytam nauczycielkę, czy się zlała w gacie, czy pomoczyła wodą podczas zabawy. A ona na to, że nie wiadomo, bo znaleźli ją jak była już naga i upychała kiecę i majtki do toalety.
No to pytam dziecko.
– Posikałaś majty?
– Nie.
– A sikałaś do toatety?
– Nie.
– To co robiłaś w toalecie?
– Lobiłam nie ma nie ma majtki.
Teraz sobie przypominam, że ostatnio na pytanie: „Co robiłaś w przedszkolu?”, odpowiedziała: „Siki som ciepłe”. Nie drążyłam wtedy tematu, bo uznałam, że wiedza na temat w jaki sposób dziecko dokonało tego odkrycia niekoniecznie mnie uszczęśliwi. No, ale chyba ich zapytam czy oni tam mają jakieś inne kółka zainteresowań w tej placówce. W końcu dziecko tam jeszcze dwa lata ma chodzić i moim zdaniem w dziedzinie fekalnej ma już wystarczająco dużo osiągnięć. Czas na alfabet.