07.03.2014

Ponieważ nic co ludzkie nie jest mi obce, potrafię zarzucić mięsem profesjonalnie  niczym stary bosman, któremu ze wszystkiego na „p” zostało w życiu już tylko to właśnie. A że do tego niedotrzymywanie postanowień źle wpływa na moje morale, toteż nie obiecałam sobie zaprzestać kląć ani z okazji ciąży, ani po porodzie, ani kiedy dziecko zaczęło mówić.
Ania pierwszy raz rzuciła wyrazem w wieku dwóch lat. Pewnego ranka spostrzegła przez okno, że pada deszcz.
– Ku mać! Kap kap! Noł pa pa! – zakrzyknęła tupiąc nóżką.
Wytłumaczyłam wtedy, że „ku mać” to brzydki wyraz, którego nie wolno używać dzieciom, mogą to robić tylko dorośli kiedy są zdenerwowani, i w zasadzie też nie powinni, no ale czasem muszą. Powiedziała „OK” i więcej nie powtórzyła.
Drugi raz użyła wyrau mając prawie cztery lata. Pokłóciła się z młodszą siostrą i przybiegłała do mnie na skargę.
– Mamo, ona mnie kulwia – powiedziała.
Znów wytłumaczyłam. Zrozumiała. Więcej nie powtórzyła.
Owszem, czasem mam napad chęci, żeby zacząć się zachowywać jak dama, czyli przestać  się garbić i kląć, ale naprawdę, nie da się, no nie da się nie powiedzieć chćby pod nosem „Ja pierdolę!” kiedy dwulatka poraz trzydziesty czwarty z rzędu włącza Last Christmas. W marcu.
Aż tu dziś rano dwa potwory płci żeńskiej, lat dwa i cztery, kłóciły się o to, którą płytę z muzyką włożyć do odtwarzacza. Starsza chciała zwykłe piosenki, a młodsza pchała do środka osławione Last Christmas.
– Ja pedole! Ja pedole! – wołała przy tym sądząc, że forsuje tytuł piosenki.
– Julka – powiedziała poważnie starsza, – dzieci nie wolno mówić „ja pedole”. To jest brzydki wylaz. Tylko mama może tak mówić.
Normalnie, sukces goni sukces. Wychowawczy znaczy.

2 thoughts on “07.03.2014

Comments are closed.